Katy POV
Ściągnął mi spodnie, po czym miał już się zabrać za majtki. Chwycił mnie za szyję, po czym jego obślizgły język, zaczął krążyć po moim brzuchu, który był lekko odkryty przez ciągłe szarpanie się z nim. Gdy był już blisko moich majtek, poczułam jak tracę wszystko co było dla mnie ważne, że moje życie się już dla nikogo nie liczy, że teraz to wszystko się skończy.
Nagle James jęknął z bólu nie wiedziałam co się stało, po czym opadł na moje roznegliżowane ciało.
Poczułam nagłą ulgę, to było coś czego potrzebowałam. W drzwiach stał Justin z pistoletem w ręku, jednak że nie strzelił do James'a, ale ostro przywalił mu w tył głowy, co spowodowało u niego, rozlanie krwi na połowię pomieszczenia.
Justin patrzył na mnie, na co się zawstydziłam. Starałam się jakoś zakryć swoje ciało, gdy Justin zobaczył, że jestem zakłopotana faktem iż jestem przed nim pół naga zdjął swoją skórzaną kurtkę i nałożył mi ją na ramiona, po o czym podniósł moje rzeczy z podłogi, chwycił mnie za rękę i pokierował nas do wyjścia, na co odetchnęłam z ogromną ulgą.
Okrążyliśmy ogród,do momentu aż znaleźliśmy się na podjeździe, gdzie stał zapewne samochód Justina. Wszedł od strony kierowcy, a ja od strony pasażera. Zapięłam pasy, Justin również i nie czekając aż silnik się rozgrzeje ruszyliśmy drogą, przed siebie.
Jechaliśmy przez ogromny las, po około półgodzinnej jeździe znaleźliśmy się, w końcu po za granicą lasu.
Znajdowaliśmy się teraz na niewielkiej wsi.
Dotarliśmy do celu, który wyznaczył.
Justin, wydawałoby się ze nikt nie może nas tutaj znaleźć. Zatrzymaliśmy się przed ogromną chatą, z drewna obok której było niewielkie pole kukurydzy, a tuż za polem las, którym jechaliśmy.
Justin wyciągnął kluczyki ze stacyjki, i wyszedł na około samochodu, aby otworzyć mi drzwi. Wysiadłam z auta, ale nagłe uderzenie wiatru w moje roznegliżowane ciało zniechęciło mnie do dalszego chodzenia.
Justin chwycił mnie za talię i poprowadził mnie w stronę, tej ogromnej chaty.
Justin POV
Nie mogłem pozwolić na to aby ten sukinsyn, traktował Katy jak szmatę, może i była pyskata ale to nie znaczyło że James mógł nią pomiatać.
Postanowiłem zawieść Katy do moich rodziców gdzie mogła czuć się bezpieczna, i James na pewno by jej tu nie znalazł bynajmniej nie za szybko.
Staliśmy na ganku domu, w czasie kiedy ja próbowałem dodzwonić się do drzwi. Nikogo nie było, w domu więc oznaczało to to że albo są na polu, albo.pojechali do miasta. Jednak szczerze mówiąc byłem pewny iż są w mieście bo raczej w takie zimno nic i nikt nie robił by na polu
Postanowiłem wejść przez okno, które Jazzy zawsze pozostawiała otwarte. Miałem rację, zawsze zostawiała otwarte okno, więc było okey przynajmniej nie musiałem przez kominek wchodzić bo było by nieprzyjemnie.
Gdy wszedłem już do środka, poczułem domowe ciepło, w przeciwieństwie do mrozu, który był już za moimi plecami. Zszedłem na dół po drewnianych schodach, po czym podszedłem aby otworzyć drzwi, za którymi stała Katy.
Trzęsła się z zimna więc od razu gdy otworzyłem drzwi wpuściłem ją do domu. Kazałem usiąść jej na kanapie, i przykryć się ciepłym kocem. Jednak ona mi odmówiła po czym podeszła do mnie, czym mnie zaskoczyła.
-Dziękuję. -powiedziała szeptem, jednak dosyć głośno abym mógł być w stanie dosłyszeć jej cichutki głosik.
-Za co? -zapytałem nie mając pojęcia o co jej chodzi.
-Za to, że pomogłeś mi uciec od James'a. -powiedziała, przybliżając się do mnie jeszcze bardziej, mogąc poczuć jej oddech na sobie.
-To drobiazg, nie musisz mi za to dziękować to był mój obowiązek, nie mogłem pozwolić na to aby ten drań Cię skrzywdził. Bo... -zaciąłem się przez chwilę na co Katy nie pozwoliła mi dokończyć, bo przeszkodził mi jej nagły buziak, kierujący się w mój policzek. Moje usta otworzyły się w kształcie 'o'. Nie wiedziałem przez chwilę co się w ogóle stało. Chciałem coś powiedzieć ale znowu mi przerwała.
-Mogę skorzystać z toalety? -powiedziała.
-Yyy, jasne na górze, pierwsze drzwi po lewej. -powiedziałem z zakłopotaniem.
-Okey. -powiedziała i pokierowała się na górę po schodach.
Gapiłem się w jeden punkt bezczynnie, rozmyślając o tym co zrobiła. Było to urocze, a zarazem trochę nie komfortowe. Czułem się trochę dziwnie będąc w towarzystwie Katy, jakoś inaczej, tak że czułem iż jestem w stanie powiedzieć jej wszystko. Może i było to z lekka śmieszne i głupie, ale tak się właśnie czułem.
Chwilę jeszcze tak rozmyślałem gdy usłyszałem, głośnie pukanie do drzwi..
Podszedłem aby je otworzyć, chwyciłem za klamkę, biorąc przy tym głęboki wdech i łapiąc zza moich spodni pistolet. Uchyliłem drzwi, a przed nimi ujrzałem znajomą mi twarz, z dzieciństwa.
Katy POV
Po tym jak zauważyłam, iż Justin był lekko zakłopotany tym, pocałunkiem w policzek, postanowiłam zapytać o to gdzie jest toaleta. Przynajmniej to był jakiś pretekst aby zostawić go na chwilę samego, aby mógł sobie wszystko na szybko poukładać, bo przecież nie miał na to całego dnia.
Obmyłam twarz wodą, chwyciłam obok leżący ręcznik i postanowiłam zejść na dół.
Gdy schodziłam ze schodów, ujrzałam dziewczynę, około 19 lat może i była starsza ale nie wydawało mi się. Postanowiłam, że nie będę im przeszkadzać i pójdę, rozejrzeć się po pokojach na piętrze. Mam nadzieję że się nie obrazi.
Justin POV
-Alice? Co ty tu robisz? -zapytałem z zaskoczeniem w głosie.
-Rodzice powiedzieli mi, że widzieli Cię jak jedziesz w.stronę domu. Więc chciałam się upewnić czy to prawda. -Przerwała na chwilę aby wziąć głęboki oddech, by znowu zapytać.
-Więc.. Zostajesz już na stałe? -zapytała z radością w głosie.
-Nie, nie. Przyjechałem w odwiedziny, później wracam z powrotem.- nagle z jej twarzy zniknął uśmiech i pojawił się smutek.
-Dlaczego? Nie chcesz tutaj zostać?
-Nie, to że nie chcę tylko nie mogę. Mam sporo wrogów więc nie usiedzę za długo w.jednym miejscu.
Alice wiedziała o wszystkich moich akcjach, wiedziała o mnie wszystko. W końcu znaliśmy się od urodzenia.
-No okey, w takim razie nie będę Ci przeszkadzać. Wpadnę jednego dnia, aby pogadać.
-Ok, to do następnego spotkania Alice. powiedziałem posyłając jej zalotny uśmiech, na co go odwzajemniła
-Pa pa, Juss. -powiedziała, znikając za drzwiami domu.
Po tym jak Alice, wróciła do domu postanowiłem poszukać Katy. Wszedłem po schodach, na piętro i ruszyłem w stronę toalety. Zapukałem, myśląc że Katy nadal tam jest, jednak się myliłem. Poszedłem do pokoju Jazzy, tu jej nie było, poszedłem do pokoju Jaxona, czyli mojego młodszego brata, tam też jej nie było, przez co zacząłem się martwić. Szybko pokierowałam się do swojego
pokoju, gdzie w końcu ją znalazłem.
Stała odwrócona w stronę szafki, na której leżały książki, oraz albumy ze zdjęciami. W ręce trzymała jeden z nich, a drugą przewracała kartki lekko chichocząc na widok mnie i mojego rodzeństwa bijących się o dziwne rzeczy. Podszedłem do Katy złapałem ją za biodra, po czym wyrwałem jej z ręki album, zanim zdążyła by zobaczyć resztę moich kompromitujących zdjęć z dzieciństwa.
-Ha! -wykrzyknąłem z radości, ponieważ udało mi się wyrwać z jej dłoni ten album.
-Ejj! Oglądałam te zdjęcia. -wykrzyknęła, na co odwróciła się w moją stronę i uderzyła mnie swoją małą piąstką w tors.
-Trudno, nie chcę abyś oglądała te zdjęcia. -powiedziałem jak bym był zawiedziony tym, że spróbowała tknąć ten album.
-Dlaczego? -zapytała, kładąc ręce na biodrach, stając w pozycji obronnej.
-Bo nie, możesz nie zadawać głupich pytań? -powiedziałem, znudzony tą rozmowa.
-Czyli, pytania które ci zadaję są głupie? -powiedziała ze złością w oczach. -Dobra, w takim razie nie będę w ogóle z tobą rozmawiać! -odwróciła się w przeciwną stronę po czym zaczęła kierować się w stronę drzwi mojego pokoju. Złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem w stoją stronę, tak że byłą przyssana do mojego ciała. Chciała się ode mnie oderwać, jednak jej nie pozwoliłem. Trzymałem ją w potrzasku, chciałem aby spojrzała w moje oczy, ale jej wzrok unikał moich. Przytrzymałem ją jedną ręką, ściągnąłem rękę z jej bioder i złapałem ją za podbródek, aby w końcu na mnie spojrzała.
-Przepraszam, nie o to mi chodziło. -powiedziałem zaciskając usta.
-To co miałeś na myśli, mówiąc że zadaję głupie pytania? -zapytała po raz kolejny.
-Nie to że głupie po prostu.. -wyszeptałem na co przybliżyłem ją do siebie. -Chcę abyś w końcu się uciszyła. -szepnąłem jej do ucha.
Katy POV
Po tym jak Justin szepnął mi do ucha, abym w końcu się uciszyła zaczął muskać moją szyję, tak że nie mogłam nic powiedzieć. Wiedziałam że ma dziewczynę ale to on zaczynał wszystko na nowo i wątpię w to że chciał by zaprzestać dalszych polowań, na dziewczyny. Jednak że ja nie chciałam dać mu za wygraną, więc postanowiłam trochę go po wkurzać. Po tym jak przestał całować moją szyję zbliżył się do moich ust, i pod czas gdy chciał mnie pocałować postanowiłam pokazać mu, że nie jestem jak każda inna laska i nie wskoczę z nim do łóżka. Gdy był już blisko postanowiłam zacząć zabawę.
-Justin! -powiedziałam przerażonym głosem.
-Co? -powiedział zdezorientowany podnosząc jedną brew do góry.
-Słyszałeś?! -spojrzałam w stronę okna, tak aby Justin nie zorientował się, że chcę odwrócić jego uwagę.
-Nie pewnie coś ci się przesłyszało.. -powiedział po czym odsunął się ode mnie. -Musisz odpocząć. Idź się przespać.
-Okey. -Nie sądziłam że tak szybko zmieni temat, ale go przekonałam.
-Masz tu wszystko czego potrzebujesz? W razie gdybyś czegoś potrzebowała, jestem w pokoju obok. -powiedział troskliwym po czym zniknął za drzwiami.
Wzięłam głęboki oddech po czym weszłam do jego łóżka zanurzając się w pościeli. Gapiłam się w sufit przez chwilę, aż w końcu przestała. Zamknęłam oczy po czym miałam zamiar iść spać, jednak przeszkodziły mi straszliwe krzyki dobiegające z kuchni Justina rodziców. Po czym rozległ się głośny huk pistoletów. Zerwałam się z łózka, po czym podeszłam do drzwi . Otworzyłam je powoli, rozglądając się czy nie ma nikogo na korytarzu.
Szybko zbiegłam na dół zobaczyć co się stało. Justin stał z bronią w ręku wymierzoną w pewnego faceta, którego pewnie już gdzieś widziałam.
___________________________________________
Witajcie! Jak wam się podobał rozdział? Co myślicie? Kto to może być? Do kogo Justin strzelał?
Dowiecie się już niedługo. Liczę na wasze komentarze i czekam na nie. Bardzo uszczęśliwiło by mnie to gdybym wiedziała że są stali czytelnicy. Bo w końcu to wy dajecie mi siłę i chęć do dalszego pisania :)
Tak więc czekam i do następnego ;33
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz