Katy POV
Ułożyłam się wygodnie w siedzeniu, i patrzyłam w przez okno na drzewa, które przez dużą prędkość z jaką jechał samochód rozmazywały się przy dłuższym zbliżeniu wzroku. Moje oczy zaczęły powoli opadać, co przypominało mi o moim wczesnym poranku, spowodowanym kłótnią Justina i jego brata. Chwilę jeszcze spoglądałam za okno, po czym odpłynęłam.
***
Gdy samochód mocno zahamował, szybko się wzdrygnęłam i powoli otworzyłam swoje zaspane oczy. Spojrzałam w stronę Justina, który był bardzo skupiony na drodze, którą jechaliśmy do nadal nie znanego mi miejsca.
Po chwili zatrzymaliśmy się, przy przydrożnym lesie. Zdziwiło mnie to gdzie aktualnie się znajdowaliśmy, co obudziło we mnie wewnętrzny strach, jaki właśnie w tamtej chwili raczył mną kierować. Justin wyszedł z auta zamykając drzwi, po czym truchtem okrążył auto zachodząc na jego tył i otwierając pośpiesznie bagażnik. Scena wydawała się jak z horroru. Psychiczny mężczyzna zabiera cię do lasu, po czym z bagażnika wyciąga tasak i zaczyna cię gonić.
Na szczęście, to była tylko moja wyobraźnia.
Na szczęście, to była tylko moja wyobraźnia.
Justin zamknął bagażnik i ruszył w stronę drzwi pasażera, aby je otworzyć.
Postawił koszyk, który znajdował się w jego dłoni na ziemię i wyciągnął w moją stronę swoją dłoń, w pomocnym geście.
Chwyciłam ją, po czym Justin pociągnął mnie do siebie abym mogła wyjść z jego Lamborghini, zrobił to tak szybko, przez co straciłam równowagę i upadłam na jego klatkę piersiową. Nawet się nie zachwiał.
Lekko się uśmiechnął, po czym na moje policzki wkradł się niewielki rumieniec.
-Chodź. -Odsunął mnie od swojego torsu stawiając nie daleko od jego samochodu.
Zaczęłam rozglądać się wokół własnej osi. Wszędzie były świerki, jodły i inne drzewa. Gdy Justin zamknął auto, pchnął mnie przed siebie na co ruszyłam do przodu.
Szliśmy tak jeszcze chwilę, gdy zatrzymaliśmy się przed drewnianymi schodkami, które prowadziły na niewielką plażę. Ten widok odebrał mi mowę. Czułam się jak w filmie.
Szliśmy tak jeszcze chwilę, gdy zatrzymaliśmy się przed drewnianymi schodkami, które prowadziły na niewielką plażę. Ten widok odebrał mi mowę. Czułam się jak w filmie.
-I jak? -zapytał Justin nie będąc pewnym czy cieszę się, że mnie tutaj zabrał.
Nie mogłam złapać tchu. Moje oczy wyszły z orbit. To miejsce było jak najpiękniejszy sen. Przy plaży jakieś 500m od brzegu, znajdował się niewielki domek. Ogrodzony był małym płotkiem, i ścieżką która prowadziła nad samo morze.
Nie mogłam złapać tchu. Moje oczy wyszły z orbit. To miejsce było jak najpiękniejszy sen. Przy plaży jakieś 500m od brzegu, znajdował się niewielki domek. Ogrodzony był małym płotkiem, i ścieżką która prowadziła nad samo morze.
-Jest pięknie. -powiedziałam, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, który stale wkradał mi się na twarz.
-To się cieszę, a teraz chodź. -powiedział pośpiesznym tonem, i pokierowaliśmy się na wzgórze gdzie znajdowała się ta chatka.
-To się cieszę, a teraz chodź. -powiedział pośpiesznym tonem, i pokierowaliśmy się na wzgórze gdzie znajdowała się ta chatka.
Justin wyciągnął kluczyki z kieszeni po czym otworzył drzwi i przetrzymał mi je jak dżentelmen. Powiedziałam ciche dziękuje, po czym wślizgnęlam się do wnętrza domu. Po raz kolejny zabrakło mi tchu. Dom z zewnątrz wyglądał na zwyczajny ale w środku jak, dom milionera, w moim oku zakręciła się łezka gdy zauważyłam pianino stojące na środku pokoju gościnnego. Otwarłam pokrywę pianina i zaczęłam grać pojedyncze klawisze jakie wpadły mi w ręce.
-Co ty robisz? -Justin zapytał ze zdziwieniem w głosie.
-Gram, bo co? -spojrzałam na niego spode łba, szeroko się do niego uśmiechając.
-Gram, bo co? -spojrzałam na niego spode łba, szeroko się do niego uśmiechając.
Rzucił wszystko na ziemię, uważając na koszyk jak by był najważniejszą rzeczą na świecie. Zdjął swoją kurtkę i pokierował się w moją stronę, na co lekko zadrżałam gdy jego bok przesunął mój, abym ustąpiła mu miejsca.
Podwinął rękawy swojej bluzy, przy tym poprawiając swoje idealnie ułożone włosy, położył swoje palce na klawiszach. Muzyka, która wydobywała się z tego przepięknego instrumentu była czymś nowym dla moich uszu. Nigdy w życiu nie słyszałam, aby ktoś tak perfekcyjnie grał. Jego palce, mimo że poruszały się tak szybko to za razem delikatnie.
-Wow! -pisnęłam po czym szerzej otworzyłam oczy. -Gdzie nauczyłeś się tak świetnie grać?
-Mama mnie kiedyś nauczyła, część zapamiętałem.
-Mama mnie kiedyś nauczyła, część zapamiętałem.
Spojrzałam w kierunku koszyka, o który Justin tak dbał i zapytałam zaciekawiona.
-Co jest w tym koszyku?
-Yyy.. Nic. -powiedział z zakłopotaniem w głosie, po czym prędko wstał i podbiegł do niego jak bym miała odebrać mu coś cennego.
-No powiedz, proszę. -zatrzepotałam rzęsami po czym zrobiłam minę szczeniaka.
-Nie. -Powiedział mi ponownie odmawiając. Postanowiłam spróbować innego sposobu na przekonanie go do pokazania mi zawartości koszyka.
-Dobra! W takim razie sama go sobie wezmę! -powiedziałam uśmiechając się do niego.
-Nie ma mowy najpierw musisz mnie złapać. -myślałam przez chwilę, że on sobie żartuje ale po chwili zniknął za drzwiami frontowymi.
-Co jest w tym koszyku?
-Yyy.. Nic. -powiedział z zakłopotaniem w głosie, po czym prędko wstał i podbiegł do niego jak bym miała odebrać mu coś cennego.
-No powiedz, proszę. -zatrzepotałam rzęsami po czym zrobiłam minę szczeniaka.
-Nie. -Powiedział mi ponownie odmawiając. Postanowiłam spróbować innego sposobu na przekonanie go do pokazania mi zawartości koszyka.
-Dobra! W takim razie sama go sobie wezmę! -powiedziałam uśmiechając się do niego.
-Nie ma mowy najpierw musisz mnie złapać. -myślałam przez chwilę, że on sobie żartuje ale po chwili zniknął za drzwiami frontowymi.
***
-Nigdy więcej, nie będę próbowała cię dogonić! To po prostu nie możliwe. -powiedziałam opierając się ręka o drzewo, głośno dysząc przez ciągły bieg.
-Oj ślicznotko, następnym razem pójdzie ci lepiej. -powiedział słodkim głosem.
-Oj ślicznotko, następnym razem pójdzie ci lepiej. -powiedział słodkim głosem.
Usiadłam pod drzewem zastanawiając się nad tym dlaczego nazwał mnie 'ślicznotką'. Przecież nie byliśmy w ogóle jakoś z sobą powiązani, może jedynie pod kontekstem wrogów.
Justin chwycił mnie za rękę i zabrał mnie ze sobą, znów zatajając przede mną miejsce, do którego idziemy.
Szliśmy przez piasek stale się drażniąc.
Nagle Justin zaczął biec, nie wiedziałam gdzie ale podbiegłam za nim. Wbiegł na pomost, po czym wspiął się po schodach.
Justin chwycił mnie za rękę i zabrał mnie ze sobą, znów zatajając przede mną miejsce, do którego idziemy.
Szliśmy przez piasek stale się drażniąc.
Nagle Justin zaczął biec, nie wiedziałam gdzie ale podbiegłam za nim. Wbiegł na pomost, po czym wspiął się po schodach.
Gdy dobiegłam usłyszałam muzykę, wchodząc na schody ujrzałam Justina stojącego przed stolikiem i trzymającym krzesło pod dłońmi.
-Zapraszam tutaj, Katy. -przesunął bliżej krzesło do swojego torsu, abym na nim usiadła.
-Zapraszam tutaj, Katy. -przesunął bliżej krzesło do swojego torsu, abym na nim usiadła.
Justin usiadł przede mną, otwierając szampana, który był w koszyku, którego tak szczegł. Rozlał do krystalicznie, dużych kieliszków po czym chwycił swój i uniósł go w górę, wypowiadając słowa.
-Twoje zdrowie Katy! -puścił mi zalotny uśmiech, uderzając, o mój kieliszek który właśnie unosiłam. Upiliśmy trochę szampana po czym, Justin wyciągnął z koszyka coś co całkowicie doprowadziło mnie do nie opanowanego śmiechu.
Były to hamburgery, czego się nie spodziewałam. Było to urocze, a za razem prze zabawne.
-Smacznego, Madam. -powiedział przekazując mi do moich dłoni ogromnego hamburgera.
-Dziękuję.
***
Siedzieliśmy tak jeszcze dobrą godzinę, gdy pogoda zaczęła totalnie psuć nam plany i naszą świetną rozmowę o fastfood'ach.
Postanowiliśmy powoli zabierać wszystkie rzeczy, gdy zaczął lać ulewny deszcz. Justin złapał mnie za rękę i zaczęliśmy biec w stronę domu.
Będąc w środku zdjęliśmy z siebie mokre ubrania nie zwracając uwagi na krepujące spojrzenia obojga nas na swoje intymne części ciała, pokryte jeszcze bielizną.
-Mmm.. Przyznam masz niezły tyłek. -powiedział spoglądając na niego zza mojego ramienia.
-Świnia! -wykrzyknęłam uderzając go w ramię szybko przy tym ściągając swoją kurtkę z wieszaka, który był tuż nad moim ramieniem.
-Oj weź przestań, ślicznotko. Przecież wiem że to ci się podoba. -podszedł bliżej mnie i zaczął łaskotać mój policzek, co doprowadziło do nagłych motylków w moim brzuchu.
Złapał kant mojej kurtki i zaczął ją powoli opuszczać na ziemię. Starałam się nie patrzeć mu w oczy ale on jak by wiedział, że unikam jego wzroku, na co podniósł mój podbródek.
-Spójrz na mnie. -szepnął po czym spojrzał w moje oczy, a później zerknął ukradkiem na moje usta.
Spojrzałam na niego, na co przybliżył się jeszcze bardziej.
Czułam jego gorący zdyszany oddech, który powodował ciarki na moim ciele.
Oparł jedną rękę o ścianę, drugą objął mnie w talii.
Przycisnął mnie bardziej, pochylił się nade mną i złączył swoje usta z moimi.
Doznałam nagłego szoku, gdy zrobił to z takim entuzjazmem. Momentalnie odwzajemniłam pocałunek nie myśląc o tym jak to się dalej potoczy. Mimo iż wiedziałam, że będę tego żałować postanowiłam w tym momencie o tym nie myśleć. Ruszyliśmy do kuchni gdzie Justin posadził mnie na blat kuchenny, stale namiętnie mnie całując, powoli znajdując mój czuły punkt, o którym wcześniej nie miałam bladego pojęcia. Zanim mogłam coś powiedzieć i przerwać to całe zamieszanie Justin nie zważając na konsekwencje swoich czynów, kontynuował. Po chwili złapałam go za policzki i szybko podniosłam tak aby mógł spojrzeć w moje oczy i przerwać na chwilę. Jednak on mimo że się upierał aby kontynuować, starał się unikać mojego wzroku, w końcu postanowiłam wziąć się w garść, i przerwać to wszystko zanim dojdzie do jego dalszych zamierzeń.
-Czekaj.. J-ja nie mogę!- wykrzyknęłam.
Przestał od razu po usłyszeniu moich słów.
-Serio? Chyba nie powiesz mi, że masz okres? -zaśmiał się udając wzruszonego.
-Nie! Justin ty masz dziewczynę. -powiedziałam podnosząc ton głosu.
Justin zaśmiał się po czym spojrzał na mnie jak na totalną idiotkę.
-O to się nie martw ślicznotko. To już nie aktualne. -powiedział unosząc ręce w obronnym geście.
-Jak to? -zapytałam patrząc na niego jak by był kosmitom.
-No tak, zerwałem z nią jeszcze wczoraj wieczorem. Po tym jak poszłaś spać pojechałem do niej aby z nią zerwać. -powiedział spoglądając na nasze splecione dłonie.
-A-ale dlaczego? Przecież wyglądaliście na szczęśliwych, prawda? -zapytałam czułym głosem.
-Nie, Alice pragnęła ode mnie tylko jednego, między innymi seksu.
Wzdrygnęłam się gdy usłyszałam o tym że Alice nawet go nie kochała, Justin był dla niej jedynie zabawką, od seksu.
Spojrzał w moje oczy na co, ja wróciłam wzrokiem na jego soczyste usta, w które miałam ochotę ponownie się wpić.
Pochyliłam się, położyłam swoją dłoń na jego szyi po czym pociągnęłam w górę, momentalnie napierając swoimi ustami na jego. Uśmiechnął się lekko odrywając się od moich ust, opierając swoje czoło o moje.
-Wiedziałem że ci się spodoba.
_______________________________________
Witajcie i jak wam się podoba ? To jest dokończenie tego rozdziału. Następny już wkrótce.
Mam nadzieję że są jeszcze czytelnicy jacyś i was tym nie zanudzam. Czekam na wasze opinie w komentarzach.