sobota, 30 listopada 2013

VII ROZDZIAŁ

Katy POV
Ściągnął mi spodnie, po czym miał już się zabrać za majtki. Chwycił mnie za szyję, po czym jego obślizgły język, zaczął krążyć po moim brzuchu, który był lekko odkryty przez ciągłe szarpanie się z nim. Gdy był już blisko moich majtek, poczułam jak tracę wszystko co było dla mnie ważne, że moje życie się już dla nikogo nie liczy, że teraz to wszystko się skończy.
Nagle James jęknął z bólu nie wiedziałam co się stało, po czym opadł na moje roznegliżowane ciało.
Poczułam nagłą ulgę, to było coś czego potrzebowałam. W drzwiach stał Justin z pistoletem w ręku, jednak że nie strzelił do James'a, ale ostro przywalił mu w tył głowy, co spowodowało u niego, rozlanie krwi na połowię pomieszczenia. 

Justin patrzył na mnie, na co się zawstydziłam. Starałam się jakoś zakryć swoje ciało, gdy Justin zobaczył, że jestem zakłopotana faktem iż jestem przed nim pół naga zdjął swoją skórzaną kurtkę i nałożył mi ją na ramiona, po o czym podniósł moje rzeczy z podłogi, chwycił mnie za rękę i pokierował nas do wyjścia, na co odetchnęłam z ogromną ulgą.
Okrążyliśmy ogród,do momentu aż znaleźliśmy się na podjeździe, gdzie stał zapewne samochód Justina. Wszedł od strony kierowcy, a ja od strony pasażera. Zapięłam pasy, Justin również i nie czekając aż silnik się rozgrzeje ruszyliśmy drogą, przed siebie.
Jechaliśmy przez ogromny las, po około półgodzinnej jeździe znaleźliśmy się, w końcu po za granicą lasu.
Znajdowaliśmy się teraz na niewielkiej wsi.
Dotarliśmy do celu, który wyznaczył.

  Justin, wydawałoby się ze nikt nie może nas tutaj znaleźć. Zatrzymaliśmy się przed ogromną chatą, z drewna obok której było niewielkie pole kukurydzy, a tuż za polem las, którym jechaliśmy.
Justin wyciągnął kluczyki ze stacyjki, i wyszedł na około samochodu, aby otworzyć mi drzwi. Wysiadłam z auta, ale nagłe uderzenie wiatru w moje roznegliżowane ciało zniechęciło mnie do dalszego chodzenia.
Justin chwycił mnie za talię i poprowadził mnie w stronę, tej ogromnej chaty.

Justin POV
Nie mogłem pozwolić na to aby ten sukinsyn, traktował Katy jak szmatę, może i była pyskata ale to nie znaczyło że James mógł nią pomiatać.
Postanowiłem zawieść Katy do moich rodziców gdzie mogła czuć się bezpieczna, i James na pewno by jej tu nie znalazł bynajmniej nie za szybko.
Staliśmy na ganku domu, w czasie kiedy ja próbowałem dodzwonić się do drzwi. Nikogo nie było, w domu więc oznaczało to to że albo są na polu, albo.pojechali do miasta. Jednak szczerze mówiąc byłem pewny iż są w mieście bo raczej w takie zimno nic i nikt nie robił by na polu
Postanowiłem wejść przez okno, które Jazzy zawsze pozostawiała otwarte. Miałem rację, zawsze zostawiała otwarte okno, więc było okey przynajmniej nie musiałem przez kominek wchodzić bo było by nieprzyjemnie.
Gdy wszedłem już do środka, poczułem domowe ciepło, w przeciwieństwie do mrozu, który był już za moimi plecami. Zszedłem na dół po drewnianych schodach, po czym podszedłem aby otworzyć drzwi, za którymi stała Katy.

 Trzęsła się z zimna więc od razu gdy otworzyłem drzwi wpuściłem ją do domu. Kazałem usiąść jej na kanapie, i przykryć się ciepłym kocem. Jednak ona mi odmówiła po czym podeszła do mnie, czym mnie zaskoczyła.
-Dziękuję. -powiedziała szeptem, jednak dosyć głośno abym mógł być w stanie dosłyszeć jej cichutki głosik.
-Za co? -zapytałem nie mając pojęcia o co jej chodzi.
-Za to, że pomogłeś mi uciec od James'a. -powiedziała, przybliżając się do mnie jeszcze bardziej, mogąc poczuć jej oddech na sobie.
-To drobiazg, nie musisz mi za to dziękować to był mój obowiązek, nie mogłem pozwolić na to aby ten drań Cię skrzywdził. Bo... -zaciąłem się przez chwilę na co Katy nie pozwoliła mi dokończyć, bo przeszkodził mi jej nagły buziak, kierujący się w mój policzek. Moje usta otworzyły się w kształcie 'o'. Nie wiedziałem przez chwilę co się w ogóle stało. Chciałem coś powiedzieć ale znowu mi przerwała.
-Mogę skorzystać z toalety? -powiedziała.
-Yyy, jasne na górze, pierwsze drzwi po lewej. -powiedziałem z zakłopotaniem.
-Okey. -powiedziała i pokierowała się na górę po schodach.
 Gapiłem się w jeden punkt bezczynnie, rozmyślając o tym co zrobiła. Było to urocze, a zarazem trochę nie komfortowe. Czułem się trochę dziwnie będąc w towarzystwie Katy, jakoś inaczej, tak że czułem iż jestem w stanie powiedzieć jej wszystko. Może i było to z lekka śmieszne i głupie, ale tak się właśnie czułem.
 Chwilę jeszcze tak rozmyślałem gdy usłyszałem, głośnie pukanie do drzwi..
Podszedłem aby je otworzyć, chwyciłem za klamkę, biorąc przy tym głęboki wdech i łapiąc zza moich spodni pistolet. Uchyliłem drzwi, a przed nimi ujrzałem znajomą mi twarz, z dzieciństwa.

Katy POV
Po tym jak zauważyłam, iż Justin był lekko zakłopotany tym, pocałunkiem w policzek, postanowiłam zapytać o to gdzie jest toaleta. Przynajmniej to był jakiś pretekst aby zostawić go na chwilę samego, aby mógł sobie wszystko na szybko poukładać, bo przecież nie miał na to całego dnia.
Obmyłam twarz wodą, chwyciłam obok leżący ręcznik i postanowiłam zejść na dół.
Gdy schodziłam ze schodów, ujrzałam dziewczynę, około 19 lat może i była starsza ale nie wydawało mi się. Postanowiłam, że nie będę im przeszkadzać i pójdę, rozejrzeć się po pokojach na piętrze. Mam nadzieję że się nie obrazi. 

Justin POV
-Alice? Co ty tu robisz? -zapytałem z zaskoczeniem w głosie.
-Rodzice powiedzieli mi, że widzieli Cię jak jedziesz w.stronę domu. Więc chciałam się upewnić czy to prawda. -Przerwała na chwilę aby wziąć głęboki oddech, by znowu zapytać.
-Więc.. Zostajesz już na stałe? -zapytała z radością w głosie.
-Nie, nie. Przyjechałem w odwiedziny, później wracam z powrotem.- nagle z jej twarzy zniknął uśmiech i pojawił się smutek.
-Dlaczego? Nie chcesz tutaj zostać?
-Nie, to że nie chcę tylko nie mogę. Mam sporo wrogów więc nie usiedzę za długo w.jednym miejscu.
Alice wiedziała o wszystkich moich akcjach, wiedziała o mnie wszystko. W końcu znaliśmy się od urodzenia.
-No okey, w takim razie nie będę Ci przeszkadzać. Wpadnę jednego dnia, aby pogadać.
-Ok, to do następnego spotkania Alice. powiedziałem posyłając jej zalotny uśmiech, na co go odwzajemniła
-Pa pa, Juss. -powiedziała, znikając za drzwiami domu.
Po tym jak Alice, wróciła do domu postanowiłem poszukać Katy. Wszedłem po schodach, na piętro i ruszyłem w stronę toalety. Zapukałem, myśląc że Katy nadal tam jest, jednak się myliłem. Poszedłem do pokoju Jazzy, tu jej nie było, poszedłem do pokoju Jaxona, czyli mojego młodszego brata, tam też jej nie było, przez co zacząłem się martwić. Szybko pokierowałam się do swojego
pokoju, gdzie w końcu ją znalazłem.

Stała odwrócona w stronę szafki, na której leżały książki, oraz albumy ze zdjęciami. W ręce trzymała jeden z nich, a drugą przewracała kartki lekko chichocząc na widok mnie i mojego rodzeństwa bijących się o dziwne rzeczy. Podszedłem do Katy złapałem ją za biodra, po czym wyrwałem jej z ręki album, zanim zdążyła by zobaczyć resztę moich kompromitujących zdjęć z dzieciństwa.

-Ha! -wykrzyknąłem z radości, ponieważ udało mi się wyrwać z jej dłoni ten album.
-Ejj! Oglądałam te zdjęcia. -wykrzyknęła, na co odwróciła się w moją stronę i uderzyła mnie swoją małą piąstką w tors.
-Trudno, nie chcę abyś oglądała te zdjęcia. -powiedziałem jak bym był zawiedziony tym, że spróbowała tknąć ten album.
-Dlaczego? -zapytała, kładąc ręce na biodrach, stając w pozycji obronnej.
-Bo nie, możesz nie zadawać głupich pytań? -powiedziałem, znudzony tą rozmowa.
-Czyli, pytania które ci zadaję są głupie? -powiedziała ze złością w oczach. -Dobra, w takim razie nie będę w ogóle z tobą rozmawiać! -odwróciła się w przeciwną stronę po czym zaczęła kierować się w stronę drzwi mojego pokoju. Złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem w stoją stronę, tak że byłą przyssana do mojego ciała. Chciała się ode mnie oderwać, jednak jej nie pozwoliłem. Trzymałem ją w potrzasku, chciałem aby spojrzała w moje oczy, ale jej wzrok unikał moich. Przytrzymałem ją jedną ręką, ściągnąłem rękę z jej bioder i złapałem ją za podbródek, aby w końcu na mnie spojrzała.
-Przepraszam, nie o to mi chodziło. -powiedziałem zaciskając usta.
-To co miałeś na myśli, mówiąc że zadaję głupie pytania? -zapytała po raz kolejny.
-Nie to że głupie po prostu.. -wyszeptałem na co przybliżyłem ją do siebie. -Chcę abyś w końcu się uciszyła. -szepnąłem jej do ucha.

Katy POV
 Po tym jak Justin szepnął mi do ucha, abym w końcu się uciszyła zaczął muskać moją szyję, tak że nie mogłam nic powiedzieć. Wiedziałam że ma dziewczynę ale to on zaczynał wszystko na nowo i wątpię w to że chciał by zaprzestać dalszych polowań, na dziewczyny. Jednak że ja nie chciałam dać mu za wygraną, więc postanowiłam trochę go po wkurzać. Po tym jak przestał całować moją szyję zbliżył się do moich ust, i pod czas gdy chciał mnie pocałować postanowiłam pokazać mu, że nie jestem jak każda inna laska i nie wskoczę z nim do łóżka. Gdy był już blisko postanowiłam zacząć zabawę.
-Justin! -powiedziałam przerażonym głosem.
-Co? -powiedział zdezorientowany podnosząc jedną brew do góry.
-Słyszałeś?! -spojrzałam w stronę okna, tak aby Justin nie zorientował się, że chcę odwrócić jego uwagę.
-Nie pewnie coś ci się przesłyszało.. -powiedział po czym odsunął się ode mnie. -Musisz odpocząć. Idź się przespać.
-Okey. -Nie sądziłam że tak szybko zmieni temat, ale go przekonałam. 
-Masz tu wszystko czego potrzebujesz? W razie gdybyś czegoś potrzebowała, jestem w pokoju obok. -powiedział troskliwym po czym zniknął za drzwiami.

 Wzięłam głęboki oddech po czym weszłam do jego łóżka zanurzając się w pościeli. Gapiłam się w sufit przez chwilę, aż w końcu przestała. Zamknęłam oczy po czym  miałam zamiar iść spać, jednak przeszkodziły mi straszliwe krzyki dobiegające z kuchni Justina rodziców. Po czym rozległ się głośny huk pistoletów. Zerwałam się z łózka, po czym podeszłam do drzwi . Otworzyłam je powoli, rozglądając się czy nie ma nikogo na korytarzu. 
 Szybko zbiegłam na dół zobaczyć co się stało. Justin stał z bronią w ręku wymierzoną w pewnego faceta, którego pewnie już gdzieś widziałam.





___________________________________________

Witajcie! Jak wam się podobał rozdział? Co myślicie? Kto to może być? Do kogo Justin strzelał?
Dowiecie się już niedługo. Liczę na wasze komentarze i czekam na nie. Bardzo uszczęśliwiło by mnie to gdybym wiedziała że są stali czytelnicy. Bo w końcu to wy dajecie mi siłę i chęć do dalszego pisania :) 
Tak więc czekam i do następnego ;33

niedziela, 24 listopada 2013

VI ROZDZIAŁ

Justin POV
Światło przebijało się przez śnieżno białe zasłony, powodując u mnie ruch, zwany 'wstawaniem skoro świt'. Wpatrywałem się chwilę w okno, po czym spojrzałem za siebie. Tak.. Tuż za moimi plecami leżała naga Alex. Nie powiem wyglądała seksownie, ale podczas seksu z nią, mimo że straszenie się starałem to nie mogłem, pozbyć się myśli o Katy.  

To że pracuję dla James'a nie znaczy, że jestem bezdusznym sukinsynem, jakim byłem ale nie w stosunku do Katy. Miała w sobie coś co nie pozwalało mi jej zranić, czy też skrzywdzić. Więc jeżeli James będzie chciał coś jej zrobić, a może nawet zabić, to nie pozwolę aby zginęła z mojej ręki. Nie dlatego że jestem mięczakiem czy coś, nic z tych rzeczy. 

Po prostu nie chce mieć jej na sumieniu, zwłaszcza że ona nie wydaje mi się aby mi to wybaczyła i nie dziwię się jej, bo w końcu nie powiedziałem jej prawdy o mnie, ale to również po części jej wina bo nie pytała mnie o to czym się zajmuję.
Pewnie i tak bym jej nie powiedział prawdy, więc może i dobrze się stało, że dowiedziała się w taki sposób.

Usiadłem na łóżku, przeczesując swoje włosy.gdy moje nogi dotknęły się z podłoga, poczułem dreszcz jaki przeszedł mi od stóp do głów. Jeżeli u mnie w pokoju było tak zimno to nie chcę wiedzieć jak było zimno Katy. Wyobrażałem sobie ją leżącą teraz na materacu, który był pozostawiony tam po ostatnich dziewczynach.

Zapytacie pewnie, o jakich dziewczynach mówię? Otóż o tych, które były jeszcze zanim Katy wpakowała się w to gówno.
Powędrowałem na palcach do łazienki tak cicho jak tylko byłem w stanie, aby nie obudzić Alex. Nie miałem ochoty od samego rana wysłuchiwać, jej okropnie skrzeczącego głosu, już wolałbym chyba się powiesić niż tego wysłuchiwać.
Stanąłem przed lustrem. Chwilę się w nie wpatrywałem, jak bym nie wiedział po co tu przyszedłem. Otworzyłem szafkę, wyciągnąłem z niej szczoteczkę do zębów, i zacząłem powoli je szorować.
Wyplułem wszystko do zalewu po czym odkręciłem kran i obmyłem twarz. Chwyciłem biały ręcznik leżący gdzieś.w kącie i przetarłem nim twarz wycierając w niego swoje mokre ręce.
Wszedłem do pokoju jeszcze na chwilę, otworzyłem szafę, wyciągnąłem z niej białą koszulkę i niebieskie spodnie. Gdy zauważyłem, że Alexis zaczyna.się budzić natychmiast wybiegłem z pokoju. 

Zszedłem po schodach. Docierając do kuchni złapałem za pudełko z płatkami, wsypałem je do niewielkiej miski, po czym zalałem je mlekiem.
Nie zdążyłem chwycić łyżki, bo przerwała mi wibracja mojego telefonu. Myślałem, że to sms ale wibracja nie ustawała. Wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon po czym przejechałem palcem, po o ekranie mojego iPhona. 

-Tak? -zapytałem spoglądając na nieznany mi dotąd numer.
-Justin, to ty? -cichy głos wyszeptał do słuchawki telefonu.
-Tak, a kto mówi? -Zapytałem kompletnie nie świadomy.z kim rozmawiam.
-To ja Jazzy możemy się gdzieś spotkać? -zapytała, po czym szybko odpowiedziałam.
-Jasne, a coś się stało?
-Nie tylko chciałam prosić Cię o małą przysługę. -powiedziała jak by nie była pewna czy powinna mnie o to pytać.
-Tak? -stanowczo zapytałem przerywając na chwilę, aby kontynuowała.
-Będziesz mnie krył jeżeli mama zapyta czy jestem u Ciebie?
-Jasne, tylko chcę najpierw wiedzieć, gdzie się wybierasz?
-Chciałabym iść do koleżanki na piżama party, ale mama pewnie się nie zgodzi więc proszę Cię o drobną przysługę. To jak?
-Okey.. -powiedziałem niechętnie godząc się.na to.. Ale też byłem w jej wieku więc wiem co to znaczy impreza.
-Dziękuję, to pa.
-Pa. -Odpowiedziałem zanim się rozłączyła.

Jakoś po tej rozmowie straciłem, apetyt, więc odłożyłem talerz z płatkami na bok.
Wyszedłem z kuchni, pokierowałem się w stronę drzwi. Chwyciłem kurtkę wiszącą na wieszaku obok drzwi i wyszedłem z domu. Wyciągnąłem z kieszeni kurtki, kluczyki od samochodu.
Usiadłem za kierownicą przekręciłem kluczyk w stacyjce, i dopaliłem silnik. Jadąc bardzo znaną mi drogą, chwyciłem paczkę fajek leżąca na miejscu pasażera i odpaliłem przy tym się zaciągając.

* * * * * * * * * * * * * *

Dotarłem do tego miejsca, miejsca które było mi znane jak moja kieszeń.

Zaparkowałem samochód na podjeździe i ruszyłem w stronę furtki.Otworzyłem ją i wszedłem do ogródka.
Okrążyłem dom, do momentu aż dotarłem do miejsca. Miejsca, które przypominało mi jak bardzo się zmieniłem od czasu szesnastych urodzin. 

 Podszedłem do drzwi, otworzyłem je i zszedłem na dół. Zapaliłem światło, i szedłem w stronę kolejnych drzwi, które doprowadziły mnie do miejsca wszelkich moich kłopotów. Wyciągnąłem z kieszeni spodni mały kluczyk i otworzyłem je.

 Na sam widok zrobiło mi się okropnie źle, dawno tego nie czułem. Zaczęło mnie dręczyć sumienie, że doprowadziłem do tego, iż piękna dziewczyna która właśnie powinna leżeć w swoim miękkim i wygodnym łóżku, leży teraz na dziurawym materacu, cała zmarznięta, i pewnie okropni głodna.

 Na szczęście nie spała. Nie odezwała się do mnie, jedyne co to patrzyła na mnie spode łba. Wiedziałem że źle zrobiłem, pozwalając James'owi sprowadzić ją tutaj ale nie miałem wyboru.Chwyciłem ją za rękę i zacząłem ją pocierać w przepraszającym jaki i ogrzewającym geście. 

 Mimo iż było mi strasznie przykro z tego powodu to przecież nie mogłem pozwolić na to aby się przed nimi skompromitować, jeszcze tego by brakowało aby wytykali mi że jestem mięczakiem. 

 Katy tylko patrzyła na mnie.. W jej oczach wyraźnie było widać strach i nienawiść jaka rodziła się do mnie. 
-Jesteś głodna? -postanowiłem w końcu zapytać. Kiwnęła głową potwierdzając iż jest okropnie głodna, jednak nic nie odpowiedziała. 
 Postanowiłem pomóc jej wstać, i zabrać ją na górę aby się trochę ogrzała. Przecież nie mogła cały czas tam leżeć i marznąć. Chociaż tyle mogłem dla niej zrobić.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * 

Katy POV
 Justin wziął mnie na górę. Przez całą drogę nie odzywałam się do niego, ale gdy w końcu chciał ze mną porozmawiać postanowiłam mu wszystko wygarnąć.
-Wiem że możesz tego nie zrozumieć, ale ja naprawdę nie miałem na to żadnego wpływu. -powiedział jak by nic złego się nie stało.
-Tak, na pewno. -powiedziałam sarkastycznie.
-Chcę abyś to zrozumiała, wiem że to nie jest łatwe ale proszę cię, musisz mnie wysłuchać.
-Dobra! Więc mi to kurwa wytłumacz! Bo chyba nie rozumie co to jest porwanie. -Wykrzyknęłam mu w twarz, po czym łzy zebrały mi się w oczach.
-To zacznę od początku.. Tak więc w wielkim skrócie, bez zbędnych szczegółów. 
W wieku 16 lat, w moje urodziny kumple zabrali mnie na wieś, gdzie miałem mieć wyprawione urodziny.

Po kilku piwach byliśmy już lekko pijani, poszliśmy nad jezioro i zaczęliśmy się kąpać. Było już późno więc nikt nas nie widział, bynajmniej tak myśleliśmy. Gdy wyszliśmy z wody, kumple znaleźli łódkę, więc weszliśmy do niej i wypłynęliśmy na środek jeziora. Nagle mojemu kumplowi zachciało się tańczyć. Stanął na krańcu łódki i zaczął nią bujać. Po chwili wypadł z niej, próbowaliśmy mu pomóc ale niestety żaden z nas nie potrafił pływać bądź baliśmy się go wyciągnąć. -spojrzał na mnie smutnym wzrokiem, na co ja kiwnęłam głową aby kontynuował. 

 Po tygodniu dostawaliśmy listy i sms'y z po gruszkami. Później gdy byliśmy wszyscy po imprezie osoba wysyłająca nam po gruszki zjawiła się.. Tak to był James. Chciał abyśmy dla niego pracowali, w zamian za to iż on nie wyda nas policji i naszym bliskim.

Spojrzałam na niego przepraszającym głosem i ze zrozumieniem. W jego oczach było widać szesnastoletniego chłopca, które nie miało dzieciństwa o jakim zawsze marzyło. Przejechałam dłoniom po jego ramieniu w geście uspokojenia.
-Rozumiem.. -odpowiedziałam z lekką chrypą w głosie.

Nagle drzwi frontowe domu się otwarły, a w nich stała sylwetka, mężczyzny którego najbardziej się obawiałam.

-Co ona kurwa tu robi?! -podszedł w naszą stronę, złapał Justina za koszulkę i wymierzył w niego swoją pięść. Podczas gdy Justin przetwarzał co się właśnie stało. James podszedł do mnie złapał mnie za nadgarstek i pokierował w stronę ogrodu.

Gdy znaleźliśmy się przy drzwiach od miejsca, w którym spędziłam ostatnią noc plunęłam w jego twarz na co on strzelił mi w moją. Jękłam z bólu, po czym zostałam rzucona na materac.
 James złapał mnie za talię po czym przysunął się bliżej mnie. Chwycił rozporek moich spodni po czym odpiął je i zdjął zanim zdążyłam się obejrzeć, byłam pół naga. Czułam że zaraz zacznie się największy koszmar w moim życiu. James rozpiął swoje spodnie, i zdjął je po czym przybliżył się do mnie i szepnął.
-Teraz się zabawimy.



____________________________________


Hejka wszystkim czytelnikom  "Mrocznego Sekretu". Jak wam się podobał rozdział?
Myślicie że James zgwałci Katy? Jak potoczą się jej losy? Dowiecie się już niedługo :)
Czekam na wasze komentarze, i wszelkie uwagi dotyczące Mrocznego Sekretu :)
To Dopiero Początek..  Dla mojej kochanej @KasiaSuchocka Wszystkiego najlepszego, myślę ze przeczytasz notkę

środa, 20 listopada 2013

V ROZDZIAŁ

Katy POV  
Chciałam zacząć krzyczeć, ale nie byłam w stanie, gdy osoba stojąca przede mną zakryła mi usta swoją szorstką ręką, przybiła swoim całym ciałem do ściany, zamykając przy tym drzwi. Byłam przybita do ściany, nie mogłam się ruszyć, a gdy tylko tego próbowałam jego ucisk stawał się coraz to mocniejszy i bardziej bolesny.. Przyłożył mi nóż do szyi, i zaczął zjeżdżać nim w górę i w dół. Moje oczy się zamknęły, na samą myśl co on chce mi zrobić.
 -Hej skarbie.. Dawno się nie widzieliśmy. -Zaśmiał się parszywie po czym wsunął mi swój język do gardła. Przestał na chwilę abym mogła mu odpowiedzieć, ale na pewno nie spodziewał się miłej odpowiedzi.  
-Co! Dlaczego to robisz? Myślałam że już wszystko załatwione. Po co przyszedłeś?! -Zapytałam nie powodując w głosie panicznego strachu, przed nim.
-Przyszedłem po to co należy do mnie. -Wyszeptał mi do ucha, po czym ciarki przeszły mi po ciele, nie dlatego że James był moją dawną miłością.. Tylko dlatego że był parszywą świnią, która zniszczyła mi większość mojego życia.. 
-Przyszedłem po Ciebie. Serce stanęło mi w gardle na te słowa. Myślałam ze mamy już wszystko załatwione i dłużej nie będziemy tego ciągnąć ale jednak on musiał dobić swego, musiał mi spieprzyć ten dzień do końca. Wziął mnie za rękę i pokierował w stronę okna co prowadziło do tego, że mieliśmy zejść na dół, po dachu. Schodząc powoli z dachu, wpadłam na pomysł aby uciec, co skończyło się moją porażką i dodatkowym zaliczeniem jego dłoni skierowaną w moją twarz. Pewnie zastanawiacie się dlaczego z nim byłam? -Hmm sama nie wiem, wydawał mi się wtedy idealny.
 -Spróbuj dalej uciekać, to już nigdy nie będziesz szczęśliwa patrząc w lustro. -Z jego ust wydobył się najgorszy jad. Wychodząc niezauważanie tyłem domu, ujrzałam postać stoją przed jednym z aut. Musiałam być naprawdę zestresowana, bo przed autem stała znana mi sylwetka chłopaka. Jednak mi się nie przewidziało, tak to był Justin..
* * * * * * * * * * * * * * * * *
Jadąc w środku nie znanego mi samochodu, ale znając wszystkie siedzące w nim osoby czułam, że zaraz wybuchnę.. Nie byłam w stanie spojrzeć na żadnego z nich a zwłaszcza na Justina. To.było okropne, uznałam go za chłopaka, z którym normalnie mogę pogadać, z którym mogłam spędzić trochę czasu, bez zamartwiania się czy coś mi się stanie. Dowiadując się, dla kogo pracuje, poczułam obrzydzenie i natychmiastowy odruch wymiotny. Nie mogłam tego pojąć.. Kim on do kurwy był?! Zadawałam sobie to pytanie przez całą drogę.   

W końcu gdy samochód się zatrzymał, drzwi od strony pasażera się otwarły, po czym zostałam wypchnięta z samochodu, upadając na zimny podjazd. Justin wyciągnął w moją stronę rękę, jednak po tym, gdy dowiedziałam się, że jest jednym z pracowników James'a, podniosłam się z ziemi, nie zwracając uwagi na Justina, który przeszywał mnie wzrokiem. 

Czułam jego spojrzenie na całym swoim ciele. James w końcu wyszedł z auta po czym złapał mnie i pokierował po zielonym trawniku. Miałam czas na to, aby rozpatrzeć wzrokiem wszystkie możliwe drogi ucieczki.

Wokół domu było ogrodzenie, a za nim mnóstwo innych domków jednorodzinnych, okolica była naprawdę piękna ale ludzie, którzy na niej mieszkali nie mieli ze sobą za dobrych relacji.  

Okrążyliśmy cały dom, zaszliśmy na jego tył po czym stanęliśmy przed, drzwiami, prawdopodobnie prowadziły do piwnicy na co przyszły mi na myśl najokropniejsze myśli. James chwycił za klamkę od drzwi, popchnął mnie w geście abym, w końcu ruszyła się z miejsca w którym właśnie stałam.

 -Rusz się! -Warknął chrypliwym głosem James. Zrobiłam co mi kazał.. Choć w głębi duszy miałam zamiar odpowiedzieć mu coś głupiego, ale pewnie bym za to oberwała. W końcu doszliśmy do kolejnych drzwi. Staliśmy przy nich chwilę, gdy James szukał kluczy od zamka. Miał sporo tych kluczy mimo że dom nie wydawał się zbyt wielki. Gdy wreszcie je otworzył, popchnął mnie na materac leżący przy ścianie. Upadłam na niego, nie wiedząc nawet kiedy zdarzył mnie tam wepchnąć.

 -Posiedzisz sobie trochę tutaj dopóki nie wrócę. -Szepnął mi jadem, który miał w ustach, złapał za policzek, i wsadził mi swój język do gardła, jednak ja nie odwzajemniłam tego okropnego pocałunku. Justin patrzył na nas z obrzydzeniem Kiedy James odsunął się ode mnie, wstał i zamknął za sobą drzwi na klucz po czym straciłam ich z oczu.
Nie mogłam już dłużej o tym myśleć.. Położyłam się na dziurawym materiału i położyłam się spać.
* * * * * * * * * * * * * *
Obudziłam się. Byłam zimna jak lód. Złączyłam obie dłonie i zaczęłam, nimi pocierać w geście ogrzania ich. Mimo że mało mi to pomagało to próbowałam dalej. Nagle usłyszałam chodzenie po schodach, i brzęk kluczy. Drzwi się uchyliły.
________________________
Hej, witam was jak myślicie co się stanie, gdy Katy odkryje całą prawdę? Myślicie ze wybaczy Justinowi?
Rozdział miał być już wczoraj ale przerwało mi łącze z netem..
Do następnego misiaki ;*

środa, 13 listopada 2013

IV ROZDZIAŁ

Justin POV
 Wróciłem do domu, usiadłem wygodnie w fotelu i włączyłem TV. Oglądałem tak przez chwilę jakiś mecz, po czym przerwały mi cholerne reklamy. Właściwie po co one do kurwy są? Jakiś koleś wymyślił to chyba po aby wkurwić człowieka, który chce sobie ze spokojem coś obejrzeć, no nic ale gdybym go spotkał na mieście to pewnie bym go rozjebał. Przeskakiwałem z kanału na kanał, aż w końcu nic ciekawego nie znalazłem. Postanowiłem iść wziąć prysznic, poszedłem na piętro zacząłem lać wodę do wanny. Ściągnąłem z siebie pierw koszulkę, a następnie spodnie ale zanim wszedłem do wanny usłyszałem dzwonek mojego telefonu dobiegający z salonu, zszedłem na dół chwyciłem mojego iPhona i odebrałem.
-Hej nie przeszkadzam? -To była Alex, z którą jak zwykle nie miałem ochoty rozmawiać ale skoro już odebrałem to niestety nie miałem wyboru, a nie lubię być chamski w stosunku do kobiet więc nie rozłączyłem się. -Hej. -powiedziałem lekko wkurzonym głosem, ale ona jak zwykle nie interesowała się tym. -Wiesz miałem właśnie brać kąpiel. -Yhym, spoczko chciałam zapytać co robisz w piątek? Jest impreza u Ushera i zaprasza wszystkich więc ja idę, a Ty?
 Szczerze nie miałem ochoty na żadne imprezy ale skoro jest u Ushera to czemu by nie.
-No ok, będę tam jak zwykle o 20. -powiedziałem znudzony już tą krótką, za razem nie za ciekawą rozmową. I się rozłączyłem.
 Gdy miałem zamiar wejść po schodach na górę rozległ się dzwonek u drzwi.
-Kurwa! -mruknąłem pod nosem. Skierowałem się w stronę drzwi aby je otworzyć. U progu drzwi stała Katy cała zapłakana, gdy ją ujrzałem całą we łzach moje serce pękło na milion kawałków, nie znoszę dziewczyn, które płaczą. Wpuściłem ją do domu po krótkim powitaniu. Usiadła na sofie w salonie po czym ja szybko poszedłem ubrać na siebie koszulkę, którą miałem wcześniej założoną i spodnie. Zszedłem na dół.. Zobaczyłem, że ogląda moje zdjęcia, to było żenujące, a za razem przyjemne uczucie. -To jest stare.. Miałem wtedy 16 lat..-warknąłem. -Yhymm.. Byłeś uroczy. -Ehh.. dzięki. Chcesz się czegoś napić? -zapytałem, ale nie byłem skłonny tego robić. -Niee, Dziękuję. -Na szczęście odmówiła.
-Więc opowiedz mi co się stało, że znowu płakałaś.. -zapytałem nie tylko z ciekawości ale również z troski.
 Katy rozsiadła się wygodnie na sofie, patrząc przed siebie zaczęła mówić.
-Po tym jak odprowadziłeś mnie do domu, czekała mnie rozmowa z bratem. -powiedziała nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Przytaknąłem aby kontynuowała. -Po tej rozmowie zapytałam co jego dziewczyna robi u nas w domu, a on podniósł na mnie rękę i uderzył mnie w policzek. Nie wiem dlaczego to zrobił, ale w tym momencie to nie był Oliver jakiego znam. -w jej oczu nagromadziła się kolejna fala łez. Ukryła swoją twarz w dłoniach i zaczęła płakać.
 Nie wiedziałem co mam powiedzieć.. Który normalny brat podnosi rękę na swoją siostrę. Chwyciłem ją za ramiona tak aby mogła się rozluźnić. I zacząłem masować jej barki, widziałem że lekko się rozluźnia. Wzięła głęboki oddech.
-Nie potrzebnie przyszłam.. -powiedziała na co jej odpowiedziałem. -Nie właśnie dobrze że przyszłaś do mnie a nie znowu byś marzła na dworze. Musiałaś się wygadać, to normalne. -odpowiedziałem.
 Podczas gdy ją masowałem lekko się uniosła, gdy trafiłem w jej czuły punkt na szyi. Wiem że nie powinienem, bo mam dziewczynę ale ta laska tak mnie podniecała, że no chyba każdy normalny facet by ją już dawno przeleciał więc to był wyczyn że się powstrzymałem. Zbliżyłem się do niej, odgarnąłem jej włosy po czym lekko odchyliłem jej głowę tak aby mieć dostęp do jej szyi. Zacząłem lekko przejeżdżać nosem po jej szyi na co cicho jękła, co dało mi do zrozumienia że mam kontynuować. Przejechałem ustami po jej szyi lekko ją muskając, po czym przeszły jej ciarki i miała gęsią skórkę, na całym ciele, chwyciłem jej podbródek i odwróciłem, także mogłem dostrzec jej piękne niebieskie oczy. Spojrzałem w nie głęboko po czym przybliżyłem się do niej. -Wszystko będzie dobrze, ja Cię nie skrzywdzę. -wyszeptałem. Skierowałem swoje usta w geście pocałunku na co ona przyłożyła rękę do moich abym stanowczo przestał. To była pierwsza laska, która mi odmówiła,dziwne.. Czułem się niekomfortowo bo nie wiedziałem jak mam na to zareagować. -Nie mogę, wybacz. -powiedziała ze smutkiem w ustach. -Nie to ja przepraszam, mam dziewczynę a zachowuję się jak zdradziecki plant. -powiedziałem szczerze i stanowczo, aby nie czuła się znowu winna. -Powinnam już iść. -wstała z sofy, w jej oczach było widać lekkie rozkojarzenie i strach, ale starałem się jakoś załagodzić sytuacje, więc zanim dotarła do drzwi chwyciłem ją za dłoń i pociągnąłem w moją stronę. -Przepraszam.. To przez przypływ emocji, nie gniewaj się. Postaraj się o tym zapomnieć. -Nie gniewam się. -spojrzała mi w oczy i już nie widziałem lęku, jedyne co dostrzegłem to łzy, które napłynęły jej do oczu. -Po prostu przypomniałeś mi o kimś. -O kim? -zapytałem zaciekawiony dokąd ta rozmowa nas doprowadzi. -O kimś o kim już dawno powinnam zapomnieć. -odwróciła głowę przeciwną stronę. -O moim byłym chłopaku.. Zdradził mnie podczas gdy ja byłam na wyjeździe. Na samą myśl zrobiło mi się nie dobrze, gdy usłyszałem to słowo.. Jak ktokolwiek mógł ją zranić, nie przyszło mi na myśl że tak piękna dziewczyna może mieć tak okropne życie.. -Ehh.. nie myśl o dupku który nie jest tego wart. -Uśmiechnąłem się na co ona odwzajemniła to ciepłym uśmiechem. -Masz rację. -powiedziała drapiąc się po ręce. -Wejdziesz do środka czy masz zamiar już iść? -zapytałem. -Pójdę już brat się pewnie martwi. -wyrwała się z mojego uścisku w jej dłoni. -Dobrze, to do jutra? -powiedziałem równocześnie zadając pytanie. -Yyy tak do jutra. -Gdy przekroczyła próg mojego domu lekko się zarumieniła, gdy byłem pewien że dotarła bezpiecznie do swojego domu, zamknąłem drzwi.
Kurwa.. Co się ze mną dzieje.. Dzisiaj o mało co nie zdradziłem swojej dziewczyny, a najgorsze w tym jest to że ta laska tego chciała, ale była na tyle mądra że przestała, nigdy bym sobie nie wybaczył że mogłem kogoś zdradzić.. Chociaż właściwie nie robiło mi to żadnej różnicy. Mimo że Alex była nic nie wartą dziwką to nie mogłem być palantem. Nie jestem typem, który szuka miłości bo według mnie coś takiego nie istnieje, to uczucie które doznaje bardzo nie liczna grupa osób, a ja do niej nie należę.

Katy POV  
Gdy opuściłam dom Justina, pokierowałam się prosto do domu co było kolejnym, zaskoczeniem z mojej strony dzisiejszego dnia. Otwierając drzwi od mieszkania, weszłam do środka, zdjęłam buty i pokierowałam się w stronę kuchni gdzie ostatnim razem doszło.do niebezpiecznej kłótni między mną, a moim bratem. Idąc do kuchni zetknęłam się z obrzydliwym zdarzeniem.. Pewnie myślicie o co mi teraz chodzi, otóż chodzi mi o mojego brata i jego obrzydliwą dziewczynę, który leżeli na stole, pół nadzy śliniąc się do siebie na sam swój widok. Gdy zobaczyłam Dianę, która nie pewnie spojrzała na mnie swoimi zielonymi oczami, przerwała na chwilę upojny pocałunek z moim bratem po czym posłała mi zabójcze spojrzenie. -Czego kurwa? -Warknęła biorąc głęboki wdech. Spojrzałam na nią po czym jej.odpowiedziałam. -Nic, co ma być? -Odpowiedziałam jej udając głupią po o czym płakałam jej nieszczery uśmiech. -To może będziesz taką dobroduszną laską jaką zwykle jesteś i pójdziesz zająć się własnymi sprawami?!  Patrzy na nią z ukosa, a moja brat w ogóle na to nie reagował, zaczęłam się obawiać czy w ogóle wie ze tutaj jestem. Nagle podniósł się na łokciach i spojrzał w moją stronę. -Katy.. Weź idź do swojego pokoju i mnie już nie wkurwiaj. - powiedział jak by nie zwracał uwagi na to, że widzę ich pół nagich. Spojrzałam na nich mierząc od góry do dołu ich roznegliżowane ciała po czym Diana warknęła głośno. -Nie słyszysz, kurwa? Wypierdalaj. Od razu gdy usłyszałam te słowa odwróciłam się na pięcie i pokierowałam się w stronę schodów. Zanim się obejrzałam oni wrócili do zajęć z przed kilku minut zanim im przeszkodziłam. Weszłam na górę i otworzyłam drzwi od swojego pokoju. To co właśnie tam ujrzałam było dla mnie nie pojęte, a zarazem przerażające. Chciałam zacząć krzyczeć ale..
______________________
Hej z tej strony Sandra, jak wam się
podobał rozdział? Napiszcie mi co sądzicie o rozdziale, oraz całym "MROCZNYM SEKRECIE" do następnego. Czekam na wasze komentarze oraz opinie.
Kolejny już za tydzień.

piątek, 8 listopada 2013

III ROZDZIAŁ

Justin POV
Nie miałem bladego pojęcia, gdzie Katy chce mnie zabrać, ale nie chcę żeby zrobiła sobie coś głupiego. Nie wiem dlaczego tak się tym przejmowałem, może dlatego że nie miałem nic innego do roboty.. Kiedy ostatnio przeglądałem swój telefon miałem sześć wiadomości i dziesięć nie odebranych połączeń od Alex ale szczerze nie miałem ochoty z nią w ogóle rozmawiać po tym co ostatniej nocy od jebała.
Byliśmy na jakiejś plaży Katy cały czas szła do miejsca, które było mi nie znane, mimo że przyjeżdżałem tu do dziadków jak byłem młodszy.
Katy w końcu zatrzymała się przed wielkim żywopłotem. Wyciągnęła ręce przed siebie, rozłożyła wnękę w żywopłocie, co przypominało scenę z jakiegoś horroru, przyspieszyłem tępa aby ją dogonić, ale nim się obejrzenia obejrzałem zniknęła mi z oczu. Stanąłem przed niewielką wnęką zastanawiając się czy powinienem był w ogóle za nią iść, może to był zły pomysł aby w ogóle ruszać się z domu. Powinien był zostać w domu, ale coś mi na to nie pozwalało. Przecież nie mogłem jej zostawić podczas, gdy ona była cała zapłakana.
Stałem tak jeszcze przez chwilę, gdy poczułem zaciskającą się pięść wokół mojej koszulki co natychmiast mnie zdezorientowało, nagle ktoś mnie wciągnęło przez niewielką wnękę w żywopłocie.

* * * * * * * * * * * *
Katy zaprowadziła mnie na opuszczony plac zabaw.
Gdy tylko ujrzała jedną z huśtawek od razu do niej podbiegła, ucieszona jak małe dziecko, gdy widzi nową zabawkę na wystawie.
 Ucieszył mnie fakt, że już nie była aż tak przygnębiona faktem iż dzisiaj jej mama umarła. Przynajmniej choć na chwilę o tym zapomniała, co było rzeczą naprawdę niezwykłą jaka mogła mi się dzisiaj przytrafić.
Obok jej huśtawki była druga więc postanowiłem się dosiąść. Katy lekko się uśmiechnęła na co szybko utopiła swój uśmiech w jej brązowych, gęstych włosach i zaczęła się lekko huśtać na huśtawce, wstałem ze swojej huśtawki i stanąłem za jej aby ją rozhuśtać, poczułem że znowu jestem jak małe dziecko, lubi się bawić i nie jest niczym skrępowane. Zacząłem huśtać ją coraz mocniej na co ona cały czas mówiła (wyżej, wyżej) to mnie motywowało aby rozhuśtać ją jeszcze bardziej, ale także nie aby z niej spadła. Po chwili powiedziała abym ją zatrzymał. Zrobiłem to spowalniając huśtawkę, na której właśnie siedziała chwyciłem jej dłoń i pomogłem jej wstać.
-Więc.. Co teraz?- zapytała patrząc na mnie spod jej pięknych brwi.
-Sądzę, że powinniśmy już iść.- odpowiedziałem tak jak by to była najoczywistsza rzecz na świecie.
-Ehh.. masz rację, powinniśmy już powoli iść.- powiedziała ze smutkiem w głosie, na samą myśl że gdy wróci do domu nie zastanie tam swojej ukochanej mamy, której właśnie tak bardzo potrzebowała aby znowu móc być szczęśliwą, jak pewnie co dzień była aż do dzisiejszego dnia.

Katy POV
Może i było to dosyć głupie z mojej strony, że zamiast siedzieć w pokoju cała zapłakana i użalać się nad własnym życiem, oraz myślami dlaczego tak się właśnie stało, że to Bóg odebrał mi moją mamę, byłam na dworze z bardzo przystojnym chłopakiem i spędziłam z nim świetnie resztę tego okropnego dnia.
 Byliśmy już pod moim domem gdzie właśnie mieliśmy się żegnać.
 -Jak się czujesz?- zapytał z błyskiem w oczach. To pytanie pokazało mi na nowo całą rzeczywistość.
-Ehh.. A jak mam się czuć?- Tym razem nie spojrzałam mu w oczy, na co na chwilę między nami nastała niezręczna cisza i już myślałam że będziemy tak stali kilka godzin. Nie żebym narzekała, czy coś.
-No nic idź do domu i...- przerwał lekko ściskając moją dłoń unosząc ją do swoich ust i czuje ją pocałował.. W moim brzuchu pojawiły się motylki i lekko się zarumieniłam, ale chyba na szczęście nie zauważył bo było już ciemno na dworze, a na niebie można było dostrzec wszystkie gwiazdy świata. -połóż się spać.
-Yhym dobranoc.. -cicho przytaknęłam.-To dobranoc i dziękuję.-puściłam jego dłoń po czym się odwróciłam w przeciwną stronę tak aby nie móc już go zauważyć, ale podczas gdy to zrobiłam złapał mnie za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę także mogłam poczuć jego oddech. Spojrzał mi głęboko w oczy..
-Mam pytanie.. -zapytał nadal patrząc mi w oczy.
-Tak? -odpowiedziałam szybko ale dość zrozumiale.
-Dasz mi swój numer telefonu? -Zatrzepotał rzęsami i seksownie oblizał swoje wargi ciepło się przy tym uśmiechając.
-Jasne. -odpowiedziałam z dezorientacją. Szybko poukładałam sobie wszystko w głowie i wróciłam na ziemię.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

-No jesteś w końcu, gdzie ty byłaś?! Martwiłem się o ciebie! -powiedział głos zanim zdążyłam zdjąć buty.
Tak to był mój przerażający brat Oliver. Podniosłam się z podłogi po czym odłożyłam buty na swoje miejsce i włożyłam na swoje zmęczone stopy miękkie paputki. Wchodząc do kuchni zajrzałam do salonu gdzie spała dziewczyna Olivera. Weszłam do kuchni, gdzie był mój brat siedzący na krześle obok kuchennego stołu.
-Powiesz mi w końcu gdzie byłaś? -powiedział troskliwym głosem spoglądając na mnie jak by chciał mi wywiercić dziurę w głowie.
-Byłam u Nadii. -Mam nadzieję że mi uwierzy bo nie potrafię kłamać. 
-Yhymm, dzwoniłem do ciebie dlaczego nie odbierałaś? -zapytał jak by to był mój obowiązek odbierać od niego telefony, a zwłaszcza po tym co się dzisiaj stało.
-Yyy.. -spojrzałam na telefon udając, że patrzę na stan baterii. -Telefon mi padł.. -tak na prawdę była w połowie pełna.
-Tina była tu kilka godzin temu.. Powiedziałem jej że później do niej od dzwonisz. 
-Okey, dzięki.. -powiedziałam na co nasunęło mi się pytanie z przed kilku minut, między innymi "Co tu robi Diana" więc to samo pytanie postanowiłam zadać Oliver'owi.
-A co tu robi Diana? Mama nie pozwalała jej przyprowadzać. -powiedziałam z lekką złością jak i zszokowaniem w oczach.
-Po pierwsze Diana jest pijana, a po drugie mamy już nie ma więc nie ma się do czego przyczepić. -powiedział jak by w ogóle nie obchodziła go śmierć matki.
-Ale to nie znaczy że możesz ją tu przyprowadzać.. -wykrzyknęłam.
-Nie będziesz mi mówić co mam robić! -udało mu się mnie przekrzyczeć, ale nie dałam za wygraną.
-Właśnie że będę. -Spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem, na co on mi odpowiedział silnym uderzeniem z jego ręki w mój policzek. 
 Spojrzałam na niego i nie mogłam uwierzyć, w to co się właśnie stało. Powtarzałam sobie w myślach -Nie to nie mógł być mój brat, mój brat by nigdy tego nie zrobił. Ale rzeczywistość była inna całe życie zaczęło mi się powoli sypać.. Najpierw dowiaduję się że moja mama zginęła w wypadku, a teraz mój brat podnosi na mnie rękę.
 Nastała momentalna cisza.. Nagle do moich oczu napłynęły łzy, które spowodowały u mnie nagły płacz. Brat patrzył na mnie ze strachem w oczach.. Sam nie wiedział jak to się stało, ale nie miałam zamiaru czekać na jego przeprosiny.. Skierowałam się w stronę drzwi, po czym mocno nimi trzasnęłam. Wybiegłam na dwór, pomyślałam że pójdę do Justina, może on będzie choć trochę dla mnie wyrozumiały.
 Znalazłam się przed jego drzwiami i tak szybko jak tam byłam tak szybko zadzwoniłam dzwonkiem do jego drzwi.. Czekałam długo. Przed moimi oczami ukazała się seksowna sylwetka chłopaka, który najwidoczniej chciał brać właśnie prysznic.. Tak to był Justin.
-H-hej. -przywitałam się po czym skierowałam wzrok na jego orzechowe oczy. -Mogę wejść?- zapytałam lekko gubiąc się w tym pytaniu.
-Jasne wejdź. -rozszerzył ramiona w geście abym się rozgościła. Wchodząc do jego domu poczułam ciepło całego pomieszczenia, w którym się właśnie znajdowaliśmy. -Rozgość się ja zaraz wrócę..
 Przytaknęłam po czym usiadłam na sofie jego salonu. Podczas gdy on pewnie poszedł się w coś szybko ubrać bym nie czuła się niekomfortowo podczas gdy będziemy rozmawiać. Wstałam z sofy, podczas gdy coś przykuło moją uwagę. Były to zdjęcia z nim i pewnie jego rodziną, na komodzie stało zdjęcie jego całej rodziny.
-To jest stare.. Miałem wtedy 16 lat. -Odłożyłam szybko zdjęcie, lekko speszona odwróciłam się w stronę Justina stojącego w drzwiach salonu.
-Yhymm, byłeś uroczy..
-Ehh.. dzięki. Chcesz się czegoś napić? -zapytał uprzejmym głosem choć wiedziałam że nie chce mu się robić nic do picia wiec odmówiłam.
-Niee, dziękuję. -Powiedziałam piskliwym głosem, pokierowałam się w stronę sofy i usiadłam na miejscu gdzie przedtem siedziałam, a obok mnie usiadł Justin.
-Więc opowiedz mi co się stało, że znowu płakałaś..

_______________________________________

I jak wam się podobał rozdział? Myślicie że Katy wybaczy swojemu bratu? Co będzie dalej dowiecie się już nie długo :) Do następnego <33 Tutaj macie mojego Twittera @Purple_ninjaxx

Rozdział z dedykacja dla @KasiaSuchocka :)








niedziela, 3 listopada 2013

II ROZDZIAŁ

Justin POV
Byłem w parku, siedząc na ławce i przeglądając swoje stare sms'y w moim iPhonie, gdy ujrzałem dziewczynę, która biegła w stronę pobliskiej ławki. Była ubrana w białą bokserkę, i czarne rurki. Nie powiem była z niej gorąca laska.
 
Usiadła na ławce, podniosła nogi na nią, a między nimi ułożyła swoją głowę. Uwierzcie mi jeżeli ona wtedy była zapłakana, to teraz był to prawdziwy ryk.. Wstałem z ławki i skierowałem się w jej stronę, wyciągnąłem z kieszeni kurtki chusteczkę i podczas gdy ona zastanawiała się kto przed nią stoi, ja pomachałem jej chusteczką przed oczyma.
-Proszę.. -W końcu z siebie wydusiłem. Ona spojrzała na mnie swoimi błękitnymi, we łzach oczami i niechętnie chwyciła chusteczkę, która powoli opadła z mojej do jej ręki.
-D-dziękuję.. -Powiedziała nie chcąc spojrzeć mi w oczy ale jej to się nie udało.
-Mogę się przysiąść? -zapytałem wkładając dłonie do kieszeni spodni tak, aby moje kciuki swobodnie wystawały na zewnątrz.
-Jasne. -powiedziała lekko się rumieniąc, ale łzy nadal spływały jej po policzkach.
-Mogę ci jakoś poprawić humor? -Zapytałem wahając się czy w ogóle powinienem się odzywać.
-Wątpię że będziesz w stanie.. -Odpowiedziała biorąc głęboki oddech i przerzucając włosy na jedną stronę, także mogłem dostrzec jej smutny wyraz twarzy.
-Chcesz o tym pogadać? -Zapytałem kładąc moją dłoń na jej ramieniu lekko pocierając w geście uspokojenia.
Ona nic nie odpowiedziała, ale widziałem że było jej strasznie zimno, w końcu była ubrana jak na lato, a był to środek lutego.
  Zdjąłem swoją skórzaną kurtkę i zarzuciłem jej ją na ramiona tak aby mogła się choć trochę ogrzać.
-Chodźmy stąd, nie chcę abyś była chora. -powiedziałem cicho ale była w stanie mnie usłyszeć. Wstałem z ławki, pomogłem jej wstać wyciągając rękę ku jej dłonią. Ona również wstała i poszła ze mną nie pytając nawet gdzie mam zamiar ją zabrać, najwidoczniej nie miało to dla niej żadnego znaczenia bynajmniej nie w tym momencie.
* * * * * * * * * * *
-Co podać? -cichy głos uniósł się z nad naszego stolika.
-Co chcesz mała? -Zapytałem.
-Wodę, poproszę wodę. -Odpowiedziała po czym spuściła głowę w dół, jak małe dziecko gdy coś przeskrobie.
-W takim razie jedną szklankę wody i jedną kawę. -Uśmiechnąłem się do kelnerki po czym puściłem jej oczko, na co ta się zarumieniła i przyjęła zamówienie. Uśmiechnąłem się do siebie z satysfakcją, że tak działam na kobiety. Spojrzałem na dziewczynę siedząca przede mną a ona patrzyła na mnie jak na idiotę. -Co to miało niby znaczyć? -pierwszy raz widziałem jak lekko się uśmiecha. Wiedziałem że chodziło jej o to oczko, które puściłem do kelnerki, ale jak zwykłe musiałem kłamać żeby nie wyjść na totalnego porywacza, jakim oczywiście byłem. -O co ci chodzi? -zapytałem patrząc na nią jak bym nie wiedział co właśnie zrobiłem.
-Interesują cię kobiety w podeszłym wieku? -Zapytała lekko się śmiejąc, na co ja wybuchłem nie kontrolowanym śmiechem.
-Niee. Czemu tak sądzisz? -Powiedziałem przeczesując swoje idealnie ułożone włosy.
-Puszczaniae oczka do kobiety nie jest najlepszym podrywem. - Oznajmiła.
-Na nią to działa, jak na wszystkie inne.. -Syknąłem po czym szyderczo się uśmiechnąłem. -Więc powiesz mi co się stało, że płakałaś? -Spojrzała na mnie niechętnie, ale w końcu zdecydowała się odezwać.
-M-moja mama umarła dzisiaj rano. -wykrztusiła po czym w jej oczach znów pojawiły się łzy.
-Przykro mi. -wziąłem jej dłonie i zaczęłam je pocierać w przepraszającym geście.
-Nic się nie stało, bo skąd mogłeś o tym wiedzieć?- zapytała sarkastycznie.
-Proszę. -kelnerka podała nam nasze zamówienia przy tym przerywając nam niezręczną ciszę i odeszła do innego stolika. 

Katy POV
-Dziękuję -mruknęłam pod nosem kierując te słowa do kelnerki, nie zwracając uwagi na to, że ten chłopak był naprawdę bardzo przystojny.
-A tak w ogóle to jestem Justin. -Powiedział wyciągając przy tym rękę nad stół.
Zdziwiło mnie zachowanie tego chłopaka ponieważ, mimo iż widziałam go kradnącego alkohol ze sklepu to był bardzo miły jak na złodziejaszka.
-Katy -wyciągnęłam rękę w stronę jego i lekko ją uścisnęłam. Nastała chwila ciszy między nami, ale nie na długo.
-Tak więc, Katy.. - spojrzał na mnie już po raz setny po czym lekko się uśmiechnął. -Chyba nie zamierzasz spędzić reszty dnia na dworze prawda?
-Nie.. -Odpowiedziałam, biorąc kolejny łyk wody. -Myślę ze nie długo wrócę do domu, ale zanim to zrobię chciałabym się trochę uspokoić zanim tam wrócę.
-Yhymm, no cóż jeżeli nie będzie przeszkadzało ci moje towarzystwo to chętnie zostanę i dotrzymam ci towarzystwa. -Powiedział bawiąc się przy tym swoimi idealnymi dłońmi.
-Jasne ze nie.
-Okey w takim razie gdzie później pójdziemy? -zapytał po czym wziął łyka kawy, muskając filiżankę swoimi idealnymi jak serce ustami.
-A skąd ja mam to wiedzieć? -nie pozwoliłam mu dojść do słowa bo od razu wpadłam na świetny pomysł. -Dobra nie trudź się już wiem.
Wstałam z krzesła wyciągnęłam pieniądze z portfela, na co Justin się zaśmiał i złapał mój nadgarstek także wiedziałam od razu ze mam schować portfel bo to on ma zamiar zapłacić, co bardzo mnie zdziwiło w pozytywnym sensie bo ostatnio nie widziałam żeby płacił za co cokolwiek.
Położył pieniądze na blacie baru i wyszedł tuż za mną.
Nie odwracając się szłam, przed siebie, gdy poczułam czyjeś dłonie na moich ramionach.
-Czekaj! -Wydyszał .
Odwróciłam się patrząc mu prosto w oczy, chwyciłam go za nadgarstek i przyspieszając tępa ruszyłam w stronę pobliskiej plaży.
-Chodź. -Wyszeptałam po czym puściłam jego rękę, a on ruszył za mną.
-Powiesz mi w końcu gdzie masz zamiar mnie zaprowadzić?
Przystanęłam
-Chodź to już nie daleko. -Lekko się uśmiechnąłem.
_____________________
Jak myślicie gdzie Katy zabierze Justina? Wybaczcie mi że rozdział krótszy niż obiecałam ale nie miałam weny.. ;* kocham was i do następnego ;)

I ROZDZIAŁ

Katy POV
Zaniemówiłam.. Uśmiechnął się do mnie szyderczo, po czym puścił mi oczko. Wziął listy, zgiął je w pół i powoli włożył je do kieszeni swojej skórzanej kurtki. Przez białą koszulkę, która idealnie współgrała z jego ciałem, można było zobaczyć idealny ośmiopak, jaki tworzyły mięśnie na jego klacie. Ale nie mogłam się zbytnio tym na cieszyć bo po chwili podeszła do niego jakaś skąpo ubrana dziewczyna, i zaczęła się z nim obściskiwać tak, że miałam ochotę się porzygać na ich widok. Moje przemyślenia przerwał dźwięk klaksonu samochodu, w którym siedział już mój brat ze swoją dziewczyną. Przywitali się namiętnymi pocałunkami, po czym Oliver zawołał mnie abym się pośpieszyła, bo nie chcą się spóźnić na zajęcia. Poprawiałam jeszcze tylko swoją torbę i usiadłam na tylnym siedzeniu białego kabrioletu. Po czym odwieźli mnie do szkoły

* * * * * * * * *
W końcu przerwa, dłużej nie wytrzymałabym z mr.Papla. Nie wiem do czego przyda nam się jej bezsensowne gadanie o zabytkach i innych bzdetach. Otwarłam szafkę wpisując sześciu cyfrowy kod. Włożyłam tam zbędne książki, i wyciągnęłam te, które były potrzebne na jutro. Zamknęłam szafkę i spojrzałam wzdłuż korytarza, było na nim mnóstwo uczniów, których prawie nie znałam, ale oni znali mnie. Na końcu korytarza stała moja najlepsza przyjaciółka Tina znałyśmy się od piaskownicy. Podeszłam do niej aby się przywitać. Przytuliłam ja na powitanie. -Hej, jak tam mała o której kończysz?-zapytała z dziwnym uśmieszkiem na twarzy. -Już mam koniec, byłam tylko po książki. A ty? -Ja mam jeszcze dwie lekcje z mr.Joke, wiesz tym młodym na którego wszystkie dziewczyny patrzą jak by chciały go rozebrać wzrokiem. -Mmm.. Tym przystojniakiem? Szczęściara, dla niego nie da się opuścić lekcji.. -Żebyś wiedziała, dobra ja uciekam bo się spóźnię, a tego byśmy nie chciały. -Jasne.-odpowiedziałam z jadem w ustach.- Wpadniesz do mnie później? -wyrwałam zanim zdarzyłaby mi zniknąć z oczu. -Zobaczę, bo mama chce jechać jeszcze do babci. Zdzwonimy się. 
Pa. -Ok, pa. -Odpowiedziałam pod nosem.

* * * * * * * * *
Będąc jedną przecznicę od domu zobaczyłam jak chłopak, którego widziałam dzisiaj rano wszedł do sklepu spożywczego aby coś kupić. Postanowiłam wejść tam za nim. I tak musiałam kupić coś do jedzenia na dziś wieczór więc nie miałam wyboru. Wzięłam wózek i zaczęłam po kolei wrzucać do niego różne fast food'y cały czas oglądając się za tym chłopakiem. W pewnym momencie straciłam go z oczu. Nie wiem dlaczego ale zaczęłam go szukać. W pewnym momencie znowu go ujrzałam, ale to co zobaczyłam było dopiero początkiem jego problemów. Stał przy półce z alkoholami. Chwycił za jedną butelkę Jack'a Daniel'sa i włożył ja pod kurtkę, tam gdzie ostatnio widziałam jak wkładał listy. Byłam tym zszokowana, ale nie chciałam nic mówić  pewnie i tak się o tym dowiedzą więc ja się nie będę wtrącać. Podeszłam do kasy, przede mną stał jakiś starszy pan, a przed nim ten chłopak. Uśmiechnął się do kasjerki jakby znali się już sporo czasu, wręczył jej kopertę i wyszedł, jak by nigdy nic. Zapłaciłam za zakupy i przyspieszyłam tępa. Gdy byłam już pod domem widziałam jak on wchodził do swojego domu mocno trzaskając drzwiami. Podeszłam do drzwi mojego domu, chwyciłam kluczyki i otworzyłam drzwi, w przeciwieństwie do tamtego chłopaka zrobiłam to delikatnie. -Katy? To ty?- ktoś krzyknął aby dowiedzieć się czy to na pewno ja. -Tak- powiedziałam zbliżając się do kuchni. Przy stole ujrzałam Olivera siedzącego na krześle, z opuszczona głową między nogami. -Coś się stało?- zapytałam.. - Usiać proszę.. -odpowiedział ochrypłym głosem. -Wolę postać.- powiedziałam. -Siadaj kurwa! -wydarł się na mnie więc usiadłam. Zapadła chwila ciszy.. -Więc.? -Zapytałam oczekując stanowczej odpowiedzi. Bez owijania w bawełnę odpowiedział, a w jego oczach pojawiły się łzy, po czym mnie przytulił i powiedział coś co zdawało mi się być największym kłamstwem jakie mógł wymyślić ale było prawdą jakiej nie chciałam znać. -M-mama nie żyje.. - Powiedział szlochając. -C-co ty za głupoty wygadujesz? Przecież dzisiaj ja widziałam?! -W trakcie jazdy do pracy.. -przerwał aby zaczerpnąć powietrza. -miała wypadek.. Po tym jak to usłyszałam wybiegłam z domu i pokierowałam się w stronę parku, do którego rzadko kiedy ktoś przychodził. Usiadłam na ławce, włożyłam głowę między nogi i zaczęłam płakać jeszcze głośniej, miałam gdzieś czy ktoś mnie zobaczy, śmierć matki to nie coś co przydarza się codzienne.. Nagle poczułam czyjś wzrok wybity we mnie. Podniosłam lekko wzrok i ujrzałam czyjąś sylwetkę, był to zapewne mężczyzna zważając na to jak był dobrze zbudowany. Podał mi chusteczkę, a ja nie chętnie ja wzięłam ponieważ wiedziałam już dobrze kto to był, patrząc tylko na jego idealnie umięśnione ciało. -Proszę...
_____________________
Już drama no zobaczymy jak to dalej się potoczy co sadzicie? Czekam na wasze komentarze ;) kolejny rozdział już nie długo :* Następne będą dłuższe ;)

PROLOG

~Stoję nieruchoma patrząc cały czas przed siebie, zastanawiając się nad sensem własnego życia.. Czy to co teraz mam zamiar zrobić coś da? Czy to że skończę że swoim życiem pomoże nie tylko mi ale i moim  bliskim.. Czy to cokolwiek da? Jeżeli skocze zniszczę im kilka tygodni, miesięcy, lat nad rozczulaniem się nad sobą.. Ale jeżeli tego nie zrobię będę do końca życia musiała żyć z myślą o tym jak z tak cudownego stylu życia, jakim było moje życie zanim to się stało, w tak krótkim czasie mogło to wszystko runąć.. ~
-Katy, wstawaj! Spóźnisz się do szkoły.- krzyk mojej mamy obudził mnie z tego koszmaru, który dręczy mnie już od dobrych trzech tygodni i zawsze ten sam.. Nic się w nim nie zmienia wszystko jest jak co noc gdy zasypiam.. 
-Już wstaje, już wstaje- wykrzykując tak że cała okolica mogłaby mnie usłyszeć. Przetarłam oczy, podniosłam lekko głowę zza kołdry spojrzałam na zegarek po o czym gwałtownie opuściłam ją na poduszkę nie mogąc pogodzić się z faktem że to już poniedziałek. 


Wstałam z łóżka, na co lekko się zachwiałam i upadłam z powrotem na łóżko. Zakręciło mi się w głowie gdy wstałam z takim pośpiechem. Potrząsnęłam głową aby przyzwyczaić się do światła słonecznego przebijającego się przez zasłony moich okien. Wstałam z łóżka tym razem powoli. Spojrzałam na zegarek po raz drugi, była już 7:07 pędem ruszyłam do łazienki.
Odkreciłam do połowy kran z wodą ciepłą i zimną po o czym zanurzyłam w niej dłonie. Przetarłam twarz wodą, chwyciłam ręcznik wiszący na wieszaku obok zalewu i wytarłam w niego ręce po czym delikatnie gładziłam nim swoją wilgotną twarz. Wyszłam na chwilę z łazienki, aby pójść po kosmetyczkę która leżała na parapecie mojego okna. Kiedy chciałam wejść do łazienki, drzwi były zamknięte. Zapukałam po chwili lekko je uchylając. Wyjrzałam ukradkiem oka aby sprawdzić kto tam jest, przed lustrem przeglądała się moja mama, rozczesując swoje liche, blond włosy.
-Gotowa?- zapytała nie musząc sprawdzać kto wszedł do łazienki.
-Yy.. Jeszcze tylko się ubiorę i możemy jechać.
-Dobrze.- powiedziała oschle bez kszty emocji.- A i jeszcze coś.. Masz tu na kolację, będę dopiero jutro więc kup coś sobie i bratu do jedzenia.
-Okey.- wręczyła mi do ręki 50$ i wyszła z łazienki.
Zrobiłam szybki makijaż i związałam włosy w kitkę, która była na tyle mojej głowy.
  Weszłamszybko do pokoju, podbiegłam do szafy i wyciągnęłam z niej obcisłe czarne rurki, białą bokserkę z dekoltem i szary wełniany sweterek.
Zdjęłam z siebie piżamę, rzuciłam ja na łóżko i chwyciłam czarno-biały stanik w kratkę i do tego pasujące bokserki. Założyłam na siebie wyciągnięte przed chwilą ciuchy.
Chwyciłam torbę z książkami, i zbiegłam na dół po schodach idąc w stronę kuchni.
-W końcu, jesteś myśleliśmy że nigdy nie zejdziesz.-powiedział mój brat z lekkim uśmiechem na ustach.
-Wybacz, że chcę dobrze wyglądać.-powiedziałam odwracając się w kierunku mamy.
-Nie kłóćcie nie już, tylko weźcie śniadanie i idźcie.
-Dobra.-przeciągnęłam 'o', wzięłam śniadanie i wyszłam z domu.
Schodząc po schodach, które prowadziły na ścieżkę, ujrzałam pewnego chłopaka, miał on ciemno-blond włosy i chyba brązowo-miodowe oczy. Gapiłam się na niego przez chwilę podczas gdy on przeglądał skrzynkę pocztową, chwilę tak się gapiłam, gdy on odwrócił się i spojrzał w moją stronę. Zamówiłam..
___________________
Witajcie, mam na imię Sandra i chce rozpocząć pisanie fan fiction o Katy i Justinie. Mam nadzieję że wam się spodoba. Rozdziały będą dodawane myślę że co tydzień lub kilka razy w tygodniu, to zależy od mojego wolnego czasu i chęci ;) A jak wam się podobał prolog? Wiem, że krótki ale cóż prologi zwykle takie są ;) Czekam na wasze komentarze, to na pewno zachęci mnie do dalszego pisania ;)
Ps. Myślę że I rozdział pojawi się już dzisiaj ;)