czwartek, 12 grudnia 2013

VIII ROZDZIAŁ cz.2

 Katy POV
Ułożyłam się wygodnie w siedzeniu, i patrzyłam w przez okno na drzewa, które przez dużą prędkość z jaką jechał samochód rozmazywały się przy dłuższym zbliżeniu wzroku. Moje oczy zaczęły powoli opadać, co przypominało mi o moim wczesnym poranku, spowodowanym kłótnią Justina i jego brata. Chwilę jeszcze spoglądałam za okno, po czym odpłynęłam.

***

Gdy samochód mocno zahamował, szybko się wzdrygnęłam i powoli otworzyłam swoje zaspane oczy. Spojrzałam w stronę Justina, który był bardzo skupiony na drodze, którą jechaliśmy do nadal nie znanego mi miejsca.
Po chwili zatrzymaliśmy się, przy przydrożnym lesie. Zdziwiło mnie to gdzie aktualnie się znajdowaliśmy, co obudziło we mnie wewnętrzny strach, jaki właśnie w tamtej chwili raczył mną kierować. Justin wyszedł z auta zamykając drzwi, po czym truchtem okrążył auto zachodząc na jego tył i otwierając pośpiesznie bagażnik. Scena wydawała się jak z horroru. Psychiczny mężczyzna zabiera cię do lasu, po czym z bagażnika wyciąga tasak i zaczyna cię gonić.
Na szczęście, to była tylko moja wyobraźnia.
Justin zamknął bagażnik i ruszył w stronę drzwi pasażera, aby je otworzyć.
Postawił koszyk, który znajdował się w jego dłoni na ziemię i wyciągnął w moją stronę swoją dłoń, w pomocnym geście.

Chwyciłam ją, po czym Justin pociągnął mnie do siebie abym mogła wyjść z jego Lamborghini, zrobił to tak szybko, przez co straciłam równowagę i upadłam na jego klatkę piersiową. Nawet się nie zachwiał.
Lekko się uśmiechnął, po czym na moje policzki wkradł się niewielki rumieniec.
-Chodź. -Odsunął mnie od swojego torsu stawiając nie daleko od jego samochodu.
Zaczęłam rozglądać się wokół własnej osi. Wszędzie były świerki, jodły i inne drzewa. Gdy Justin zamknął auto, pchnął mnie przed siebie na co ruszyłam do przodu. 
Szliśmy tak jeszcze chwilę, gdy zatrzymaliśmy się przed drewnianymi schodkami, które prowadziły na niewielką plażę. Ten widok odebrał mi mowę. Czułam się jak w filmie.
-I jak? -zapytał Justin nie będąc pewnym czy cieszę się, że mnie tutaj zabrał.
Nie mogłam złapać tchu. Moje oczy wyszły z orbit. To miejsce było jak najpiękniejszy sen. Przy plaży jakieś 500m od brzegu, znajdował się niewielki domek. Ogrodzony był małym płotkiem, i ścieżką która prowadziła nad samo morze.
-Jest pięknie. -powiedziałam, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, który stale wkradał mi się na twarz.
-To się cieszę, a teraz chodź. -powiedział pośpiesznym tonem, i pokierowaliśmy się na wzgórze gdzie znajdowała się ta chatka.
Justin wyciągnął kluczyki z kieszeni po czym otworzył drzwi i przetrzymał mi je jak dżentelmen. Powiedziałam ciche dziękuje, po czym wślizgnęlam się do wnętrza domu. Po raz kolejny zabrakło mi tchu. Dom z zewnątrz wyglądał na zwyczajny ale w środku jak, dom milionera, w moim oku zakręciła się łezka gdy zauważyłam pianino stojące na środku pokoju gościnnego. Otwarłam pokrywę pianina i zaczęłam grać pojedyncze klawisze jakie wpadły mi w ręce.

-Co ty robisz? -Justin zapytał ze zdziwieniem w głosie.
-Gram, bo co? -spojrzałam na niego spode łba, szeroko się do niego uśmiechając.
Rzucił wszystko na ziemię, uważając na koszyk jak by był najważniejszą rzeczą na świecie. Zdjął swoją kurtkę i pokierował się w moją stronę, na co lekko zadrżałam gdy jego bok przesunął mój, abym ustąpiła mu miejsca.
Podwinął rękawy swojej bluzy, przy tym poprawiając swoje idealnie ułożone włosy, położył swoje palce na klawiszach. Muzyka, która wydobywała się z tego przepięknego instrumentu była czymś nowym dla moich uszu. Nigdy w życiu nie słyszałam, aby ktoś tak perfekcyjnie grał. Jego palce, mimo że poruszały się tak szybko to za razem delikatnie.

-Wow! -pisnęłam po czym szerzej otworzyłam oczy. -Gdzie nauczyłeś się tak świetnie grać?
-Mama mnie kiedyś nauczyła, część zapamiętałem.
Spojrzałam w kierunku koszyka, o który Justin tak dbał i zapytałam zaciekawiona.
-Co jest w tym koszyku?
-Yyy.. Nic. -powiedział z zakłopotaniem w głosie, po czym prędko wstał i podbiegł do niego jak bym miała odebrać mu coś cennego.
-No powiedz, proszę. -zatrzepotałam rzęsami po czym zrobiłam minę szczeniaka.
-Nie. -Powiedział mi ponownie odmawiając. Postanowiłam spróbować innego sposobu na przekonanie go do pokazania mi zawartości koszyka.
-Dobra! W takim razie sama go sobie wezmę! -powiedziałam uśmiechając się do niego.
-Nie ma mowy najpierw musisz mnie złapać. -myślałam przez chwilę, że on sobie żartuje ale po chwili zniknął za drzwiami frontowymi.

***

-Nigdy więcej, nie będę próbowała cię dogonić! To po prostu nie możliwe. -powiedziałam opierając się ręka o drzewo, głośno dysząc przez ciągły bieg.
-Oj ślicznotko, następnym razem pójdzie ci lepiej. -powiedział słodkim głosem.

Usiadłam pod drzewem zastanawiając się nad tym dlaczego nazwał mnie 'ślicznotką'. Przecież nie byliśmy w ogóle jakoś z sobą powiązani, może jedynie pod kontekstem wrogów.
Justin chwycił mnie za rękę i zabrał mnie ze sobą, znów zatajając przede mną miejsce, do którego idziemy.
Szliśmy przez piasek stale się drażniąc.
Nagle Justin zaczął biec, nie wiedziałam gdzie ale podbiegłam za nim. Wbiegł na pomost, po czym wspiął się po schodach.
Gdy dobiegłam usłyszałam muzykę, wchodząc na schody ujrzałam Justina stojącego przed stolikiem i trzymającym krzesło pod dłońmi.
-Zapraszam tutaj, Katy. -przesunął bliżej krzesło do swojego torsu, abym na nim usiadła.
Justin usiadł przede mną, otwierając szampana, który był w koszyku, którego tak szczegł. Rozlał do krystalicznie, dużych kieliszków po czym chwycił swój i uniósł go w górę, wypowiadając słowa. -Twoje zdrowie Katy! -puścił mi zalotny uśmiech, uderzając, o mój kieliszek który właśnie unosiłam. Upiliśmy trochę szampana po czym, Justin wyciągnął z koszyka coś co całkowicie doprowadziło mnie do nie opanowanego śmiechu. Były to hamburgery, czego się nie spodziewałam. Było to urocze, a za razem prze zabawne. -Smacznego, Madam. -powiedział przekazując mi do moich dłoni ogromnego hamburgera. -Dziękuję.

 ***

 Siedzieliśmy tak jeszcze dobrą godzinę, gdy pogoda zaczęła totalnie psuć nam plany i naszą świetną rozmowę o fastfood'ach. Postanowiliśmy powoli zabierać wszystkie rzeczy, gdy zaczął lać ulewny deszcz. Justin złapał mnie za rękę i zaczęliśmy biec w stronę domu. Będąc w środku zdjęliśmy z siebie mokre ubrania nie zwracając uwagi na krepujące spojrzenia obojga nas na swoje intymne części ciała, pokryte jeszcze bielizną.
 -Mmm.. Przyznam masz niezły tyłek. -powiedział spoglądając na niego zza mojego ramienia.
 -Świnia! -wykrzyknęłam uderzając go w ramię szybko przy tym ściągając swoją kurtkę z wieszaka, który był tuż nad moim ramieniem. 
-Oj weź przestań, ślicznotko. Przecież wiem że to ci się podoba. -podszedł bliżej mnie i zaczął łaskotać mój policzek, co doprowadziło do nagłych motylków w moim brzuchu. 

Złapał kant mojej kurtki i zaczął ją powoli opuszczać na ziemię. Starałam się nie patrzeć mu w oczy ale on jak by wiedział, że unikam jego wzroku, na co podniósł mój podbródek.
 -Spójrz na mnie. -szepnął po czym spojrzał w moje oczy, a później zerknął ukradkiem na moje usta. Spojrzałam na niego, na co przybliżył się jeszcze bardziej. Czułam jego gorący zdyszany oddech, który powodował ciarki na moim ciele. Oparł jedną rękę o ścianę, drugą objął mnie w talii. Przycisnął mnie bardziej, pochylił się nade mną i złączył swoje usta z moimi. Doznałam nagłego szoku, gdy zrobił to z takim entuzjazmem. Momentalnie odwzajemniłam pocałunek nie myśląc o tym jak to się dalej potoczy. Mimo iż wiedziałam, że będę tego żałować postanowiłam w tym momencie o tym nie myśleć. Ruszyliśmy do kuchni gdzie Justin posadził mnie na blat kuchenny, stale namiętnie mnie całując, powoli znajdując mój czuły punkt, o którym wcześniej nie miałam bladego pojęcia. Zanim mogłam coś powiedzieć i przerwać to całe zamieszanie Justin nie zważając na konsekwencje swoich czynów, kontynuował. Po chwili złapałam go za policzki i szybko podniosłam tak aby mógł spojrzeć w moje oczy i przerwać na chwilę. Jednak on mimo że się upierał aby kontynuować, starał się unikać mojego wzroku, w końcu postanowiłam wziąć się w garść, i przerwać to wszystko zanim dojdzie do jego dalszych zamierzeń. 
 
-Czekaj.. J-ja nie mogę!- wykrzyknęłam.
Przestał od razu po usłyszeniu moich słów. 
-Serio? Chyba nie powiesz mi, że masz okres? -zaśmiał się udając wzruszonego.
-Nie! Justin ty masz dziewczynę. -powiedziałam podnosząc ton głosu.
Justin zaśmiał się po czym spojrzał na mnie jak na totalną idiotkę.
-O to się nie martw ślicznotko. To już nie aktualne. -powiedział unosząc ręce w obronnym geście.
-Jak to? -zapytałam patrząc na niego jak by był kosmitom.
-No tak, zerwałem z nią jeszcze wczoraj wieczorem. Po tym jak poszłaś spać pojechałem do niej aby z nią zerwać. -powiedział spoglądając na nasze splecione dłonie.
-A-ale dlaczego? Przecież wyglądaliście na szczęśliwych, prawda? -zapytałam czułym głosem.
-Nie, Alice  pragnęła ode mnie tylko jednego, między innymi seksu.
Wzdrygnęłam się gdy usłyszałam o tym że Alice nawet go nie kochała, Justin był dla niej jedynie zabawką, od seksu.

Spojrzał w moje oczy na co, ja wróciłam wzrokiem na jego soczyste usta, w które miałam ochotę ponownie się wpić.
Pochyliłam się, położyłam swoją dłoń na jego szyi po czym pociągnęłam w górę, momentalnie napierając swoimi ustami na jego. Uśmiechnął się lekko odrywając się od moich ust, opierając swoje czoło o moje.
-Wiedziałem że ci się spodoba.

_______________________________________

Witajcie i jak wam się podoba ? To jest dokończenie tego rozdziału. Następny już wkrótce. 
Mam nadzieję że są jeszcze czytelnicy jacyś i was tym nie zanudzam. Czekam na wasze opinie w komentarzach.
 

poniedziałek, 2 grudnia 2013

VIII ROZDZIAŁ cz.1

Justin POV
 Po tym jak skończyłem rozmowę z Katy postanowiłem wziąć prysznic. Zdjąłem z siebie brudne rzeczy i pokierowałem się do kabiny prysznicowej. Będąc w środku włączyłem gorącą wodę, która zaczęła mieszać się z lodowatą. Oparłem się o ścianę, chwyciłem szampon do włosów, nalałem odpowiednią ilość na dłoń i powoli rozmasowywałem po włosach. Czułem jak wszystkie problemy w końcu odchodzą, mogłem się odprężyć i zrelaksować po ostatnich, godzinach jakie przeżyłem, z ledwością. 
   Po prysznicu poszedłem do pokoju wyciągnąłem z komody białą bokserkę, i szare dresy po czym zszedłem na dół do kuchni.
  Nalewałem wody do czajnika, gdy usłyszałem dźwięk dochodzący z ogródka. Podszedłem do okna aby sprawdzić co to były za odgłosy, gdy nagle usłyszałem strzał kierujący się w moją stronę dochodzący z korytarza. Zakradałem się powoli, aby osoba która do.mnie strzelała, myślała że ma przewagę i bynajmniej mnie trafiła. Po tym jak osoba, która we mnie strzelała zorientowała, się że moja broń jest wymierzona w jego kierunku, szybko się odwróciła próbując wyrwać mi z ręki pistolet. Znam tę osobę bardzo dobrze, od samego poczęcia
  -Co ty tu robisz Justin?! -Powiedział kierując w moją stronę zabójcze spojrzenie.
-Przyjechałem w odwiedziny Jaxon. -Odpowiedziałem posyłając mu zabójczy uśmiech.
 -A ty w swojego rodzonego brata celujesz bronią? -Zapytałem retorycznie.
 -Nie jesteś już moim bratem, od tamtego czasu. -Powiedział, przypominając mi przeszłość, o której chciałem zapomnieć.  
-Nie gadaj, że będziesz mi nadal wypominał śmierć ojca. To nie była moja wina, ale jednak ty nadal myślisz, że to ja upozorowałem śmierć, czy też do tego doprowadziłem.. -wydarłem się, więc byłem pewien, że Katy już nie śpi.
 Nagle w drzwiach frontowych stanęła drobna postać. Miała na sobie szary płaszcz przeciw deszczowy, a na głowie kaptur. W rękach trzymała siatki z zakupami, tak to była moja mama we własnej osobie, piękna jak zawsze mimo że cała przemoknięta. Natychmiast ja i mój brat schowaliśmy bronie za tył naszych spodni, tak aby niczego nie podejrzewała. 

Podbiegłem jak małe dziecko uścisnąłem ją z całych sił, dając buziaka w policzek, szybko przy tym zabierając od niej te ciężkie siaty z zakupami.  
-Justin miło cię znów widzieć. -powiedziała mama sarkastycznie. -Mi również mamo. -powiedziałem z zachwytem, ponieważ tak długo jej nie widziałem, jednak nie oczekiwałem od niej zaskoczenia.
Zabierając większość zakupów z jej dłoni, pokierowałem się do kuchni i położyłem je na blacie, kuchennym aby wypakować wszystko co było w zawartości siatek.
  -Na jak długo masz zamiar zostać? -Powiedziała moja mama oparta o futrynę drzwi.
  -Nie wiem, chciałem spędzić trochę czasu z wami, oraz nadrobić stracony czas. 
-powiedziałem szczerze jednak, musiałem w końcu ujawnić jej prawdę, plus wszystko by się wydało gdy moja mama dowiedziała się o Katy. Muszę jej powiedzieć skoro ma tutaj spać przez jakiś czas.
 -Mamoo.. -Przeciągnąłem 'o' jak zwykle było to w moim nawyku, gdy czegoś potrzebowałem. -Jest taka dziewczyna.. -powiedziałem spokojnie.  
-Jaka dziewczyna? Znów znalazłeś sobie inną?! -powiedziała, chcąc kontynuować dalej jednak jej przerwałem.  
-Nie, mamo to nie jest moja dziewczyna, tylko przyjaciółka. Chciałem wyświadczyć jej przysługę więc pozwoliłem sobie, aby tutaj przenocowała kilka dni.
  -Co? A znam ją w ogóle? -Zapytała spokojnie ale wyraźnie była zaskoczona faktem, iż ich nie przedstawiłem.
 -Yyy.. -przerwałem, widząc Katy stojącą za moją mamą. Chciałem aby natychmiast stąd poszła, ale mnie nie słuchała. 

Katy POV
  Po tym jak zobaczyłam, że Justin ze swoją mamą odchodzą do kuchni, postanowiłam pójść za nimi i podsłuchać ich rozmowę, która w połowie dotyczyła mnie.
Podczas gdy widziałam, że Justin chce się wymigać, od powiedzenia swojej matce co się dzieje i spróbować ponownie okłamać ją postanowiłam mu w tym przeszkodzić.
-Przepraszam.. -powiedziałam.
  -Yyy.. Mamo to jest Katy. Katy to jest moja mama. -powiedział Justin drapiąc się po głowie w zakłopotaniu.  
-Miło mi pani Bieber. -Lekko się uśmiechnęłam i podałam jej rękę na co odwzajemniła mi uśmiechem.
  -Mów mi po imieniu, Patty.  
-Dobrze Patty. -powtórzyłam jej imię, przyzwyczajać się do tego że po raz pierwszy do starszej osoby mówię po imieniu, jednak Patty nie była wcale taka stara, bynajmniej nie było po niej tego widać. 
Podczas gdy poznawałam się bliżej z Patty, Justin patrzył na nas ze znudzeniem, jak i strasznym zmęczeniem po wykańczającym dniu. Nagle Justin wstał z krzesła, na które usiadł podczas gdy my rozmawiałyśmy, i podszedł do nas aby poinformować nas, że jest już późno i powinnyśmy iść spać. Podziękowałam Pattie za wszystko i pokierowałam się za Justinem.
 -Wybacz. -powiedziałam stojąc przed drzwiami pokoju, w którym miałam spać.  
-Jutro o tym porozmawiamy, teraz idź spać. -powiedział przykrym tonem, unikając mojego spojrzenia i znikając przy tym za drzwiami pokoju.
Weszłam do łóżka, jednak nie mogłam jeszcze zasnąć, cały czas dręczyło mnie pytanie, Co jest między Justinem, a jego bratem? Po pół godzinnym zastanawianiu się nad tym i nie dojściu do sensownego wytłumaczenia, moje oczy powoli zaczęły opadać, na co poszłam automatycznie spać.

* * * * * * * * * * * * *

Z samego rana obudziła mnie, kolejna kłótnia Justina z Jaxonem. Czy ich na chwilę nie można zostawić razem?! Gorzej niż małe dzieci. Gdy krzyki ucichły postanowiłam wstać i pójść do toalety, upewniając się przy tym, że na korytarzu nikogo nie ma. Podczas, gdy okropnie potrzebowałam odświeżenia toaleta była zajęta przez Pattie.
  -Witaj Katy. -powiedziała powoli uchylając drzwi od łazienki.  
-Dzień dobry Pattie. -powiedziałam uprzejmym głosem.  
-Jak skończysz, zejdź na dół, przygotowałam śniadanie. -Powiedziała dumnie się uśmiechając i znikając na schodach. 
Gdy przeglądałam się w lustrze przeraziłam się, całkowicie zapomniałam o tym że mój makijaż był cały rozmazany po wczorajszym incydencie. Aby nie wołać Pattie, postanowiłam zamiast mleczka do demakijażu użyć wody. Po częściowym odświeżeniu się wytarłam ręcznikiem moją twarz, po czym zeszłam na dół do wszystkich. Zasiadłam na wolnym miejscu, i zaczęłam delektować się smakiem przepysznej lasani, którą Pattie przygotowała. Po tym jak zjadłam, udałam się do kuchni, aby odnieść talerz. Chwyciłam żółtą gąbkę do mycia naczyń, i zaczęłam szorować tak aby mój talerz lśnił.
-Pomóc ci? -głos zza moich pleców, strasznie mnie przestraszył. -Nie, nie trzeba. -powiedziałam miłym głosem, dziękując za chęć pomocy, ze strony Justina.
-Mam dla ciebie niespodziankę. -powiedział przy tym zaskakując mnie i ponownie nasuwając mi mnóstwo pytań.
Chwycił mnie za dłoń, w drugą złapał nasze kurtki i pokierowaliśmy się do jego samochodu. Będąc w środku zakładaliśmy kurtki na siebie podczas gdy Justin odpalał silnik samochodu.
Zastanawiałam się gdzie jedziemy, nie chciałam się go pytać, ale w końcu nie wytrzymałam.

-Powiesz mi gdzie jedziemy? -zapytałam zaciekawiona.
-Zobaczysz. -powiedział, jednak ja nie zamierzałam odpuścić.
-Justin.. -powiedziałam trzepocząc rzęsami, na co Justin odwrócił głowę w moją stronę i lekko zwolnił prędkość samochodu. -Powiedz mi gdzie jedziemy. -Za szeptałam mu do ucha, co sprawiło że jego, żyły były widoczne, to był dla mnie znak że jestem na dobrej drodze aby uzyskać odpowiedź.
-Katy. Nie powiem Ci to niespodzianka, koniec i kropka. -powiedział stanowczym głosem, na co postanowiłam zaprzestać dalszego śledztwa.
Ułożyłam się wygodnie w siedzeniu, i patrzyłam w przez okno.





_______________________
Witajcie, musiałam drugi raz pisać ten sam rozdział, ponieważ usunął się rozdział. Mam nadzieję że docenicie moją ciężką pracę i zostawcie ślad po sobie w formie.komentarza, lub chociaż udostepnienia, mojego bloga. Dziekuje tym którzy stale czytają. Do następnego xx
@Purple_ninjaxx to mój twitter.